Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektura dziergana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektura dziergana. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 października 2010

Depresja, literatura, edukacja...

Popadłam we wczesnojesienną depresję. Powodu nie znam, ale jakoś mi nie tak jak powinno. Mimo, że piękna złota jesień dopisuje... Żurawina w słoikach przetworzona, głóg w lodowce czeka na swoją kolej, grzybki w zamrażarce, kasztany leżą dosłownie wszędzie ściągając niedobre fale radiowe. A w mojej głowie... ech....
I niestety to ...ech... odbija się na drutach. Wszystko co zaczęte, poległo... Na nowe konkrety nie mam ochoty. Po prostu siadam, czuje że chcę coś dłubać ale nie wiem co.
I w takim oto nastroju wparowałam ostatnio do empiku. Zupełnie nieplanowanie, tak sobie pooglądać, powąchać nowości. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym do półki o wdzięcznej nazwie "hobby" nie podeszła. No i masz! Wpadło w ręce. A jak już wpadło to się odkleić nie chciało i telepatycznie każe kierować się do kasy. Efektem jest nowe cacko na półce
A w środku wiele rzeczy o których pojęcia nie miałam (tu przypominam, że początkująca jestem), albo do których nie umiałam się zabrać. Jednym z takich "cosiów" były dotychczas medaliony. Niby człowiek wie jak wyglądają, niby wyglądają nieskomplikowanie, a jak przyjdzie co do czego to się człowiek gubi. Ale nie tym razem :)
Mój pierwszy spiralny medalion, zupełnie przypadkiem przeobraził się w mini czpusie. Chyba dla misia, bo mieści się na pięści. Tak zafascynowana nowością postanowiłam! Zrobię sobie czapkę!
I szło mi całkiem fajnie do momentu kiedy uznałam, że taka zwykła czapka to kijowa będzie, ale berecik to już coś :) No i wyszedł berecik, mój pierwszy w życiu. W ogóle pierwsze moje nakrycie głowy. Szkoda tylko, że na dorosłego człeka za małe. Ale może dzięki temu znajoma dziewuszka będzie miała nową "szmatkę". Wyszło tak :)
W zamierzeniu prawa strona miła być ta:
ale jakoś się układać nie chce jak berecik, więc ją wywlekłam na lewo i dorobiłam pomponik. I w sumie to zadowolona jestem, jak na pierwszy raz :D
Włóczka: Tiftik, Opus (5% moher, 95% akrylu)
Druty: skarpetowe 3,5mm, żyłka 3,5 mm i 3,25
Dodatkowe akcesoria: szydełko 3mm, igła dziewiarska, kawałek kartonika (na pomponik), duże piwo ;)
Przerabiane: oczkami prawymi na okrągło na drutach 3,5mm i ściągacz 3*3 drutami 3,25mm

sobota, 4 września 2010

Dziękuję i działam....

Po pierwsze, bardzo, bardzo dziękuję Marcie za podzielenie się przepisem na Rudzielca. Co więcej chę go zrobić. Muszę jedynie zebrać wszystkie siły, znaleźć troszkę czasu i odpowiednią włóczkę.

Tymczasem dostałam zlecenie na wykonanie jakiegoś sweterka dla rocznej dziewczynki. I muszę działać szybko, bo roczek już za miesiąc. W głowie pustka, czekam na natchnienie.

A w toku. Z pewną nieśmiałością zabrałam się za niebieskie Merino z wcześniejszego postu.












Plan: coś a`la bolerko z krótkim rękawkiem.
Realizacja: idzie powoli, bo włóczka cieniutka, a wykonanie to czysta improwizacja.
Mam nawet obawy, że skończy się na rzuceniu w kąt albo pruciu.
W każdym razie, trochę z innej beczki, ale jednak na temat. Byłam dziś na shoppingu i miałam nabyć butki jesienne, a wróciłam owszem z butami nawet 2 pary obie... uwaga... dla męża (znaczy byłam z mężem, nie żebym mu zaocznie buty kupowała ;P ), dla mnie butów brak. Za to:



















I tak oto oglądam cuda jakie się tan znajdują i dochodzę do wniosku, że się zakochałam w:







































No i dylemat mam. Bo wszystkie trzy urocze, ale wszystkich się boję, bo ja z ażurami to dotychczas miałam mało do czynienia. Jedynie w zasadzie wydłubałam to:













właśnie na potrzeby mojego sweterka-bolerka. I myślałam nawet, że jako początkująca to przy tym zostanę. Ale po dzisiejszej lekturze to już jest za proste, za mało skomplikowane, zbyt banalne, chce czegoś więcej, chce się nauczyć.
No to pędzę po włóczkę, drutki i robię kolejne próbki ażurowe.


niedziela, 8 sierpnia 2010

Przyszło...

... wszystko co kupiłam w zeszłym tygodniu :)
Ale od początku.
W weekend na wsi bardzo mi się nudziło więc dosiadłam do kompa, a że pierwszą stroną jaka mi się wyświetliła było oczywiście allegro, więc oczywiście tam już zostałam przez kolejne dwie godziny. Efekt? 4 książki :P
Dwie branżowe, zawierające różne mądrości z przed lat, książki pomimo wieku są w wyjątkowo dobrym stanie (tu ukłon w stronę sumiennego sprzedawcy).


Dwie pozostałe to był taki poryw lekkiego szaleństwa, ale przecież jak już kupuję i płacę za przsyłkę to niemądrym byłoby nie dobrać jeszcze kilku ciekawostek. Tak na moją półkę trafiły: Origami- Pudekła z papieru (będę mogła teraz pięknie pakować różne różności) oraz

Stemplem i tuszem robimy kartki :D (ostatnio baaardzo dużo naoglądałam się blogów scrapowych no to mi się zachciało, może kiedyś coś zrobię? Może nawet całkiem z niedługo).
Tyle z działu literatury pięknej ;)

Przyszła też paczuszka zawierająca papier trasferowy. Muszę jeszcze kupić kawałek tasiemki bawełanianej i będę mogła zrobić małe cuda, które znalazłam na blogu Moje Zielone Wzgórza. Jakże mocno dziękuję :*
Na tym zakupy w sieci zakończono z silnym postanowieniem. Następne dopiero po wzbogaceniu, Ale cóż ja poradzę że wypłata już we wtorek :P

A ponieważ lato nieuchronnie i niestety kieruje się ku końcowi, odgrzebałam moje włóczkowe zapasy i przypomniało mi się o istnieniu kilku moteczków Rozetti. Pierwsze zdjęcie prawie idealnie oddaje barwę włóczki. Jest mięciutka, miła w dotyku i aż się prosi o śliczny sweterek. Muszę tylko wyłapać model, który zasłuży na wykonanie z wełenki :)