Translate

niedziela, 10 lipca 2011

Czerwony Przerywnik

Ze względu na moją ostatnią dziewiarską depresję rozpoczęłam niedawno nowy sweterek. I na dobre mi to wyszło. Grubsza włóczka, grubsze druty, troszkę wzorku i krótki korpus. I tak mamy efekt:







Zasadniczo długość jest mało praktyczna, bo takie coś na sukience najładniej się prezentuje, a w mojej szafie sukienek brak. Ale być może któregoś dnia się przyda :)

I moje urocze guziczki z wygrawerowanym kwiatuszkiem, które od pół roku leżały w pudełeczku i czekały na swoją kolej. Dają fajny efekt kolorystyczny, są bowiem czarne wewnątrz, a z wierzchu powleczone cienką warstwą czerwieni.





Wzór: pomieszanie z poplątaniem różnych sweterków podpatrzonych w sieci
Włóczka: Jakiś moher, z którego banderola mi się gdzieś zawieruszyła, zeszło niecałe 200g
Druty: 3,5 mm i 3,25 mm na ściągacz
Nowe umiejętności: elastyczne wykończenie ściągacza o którym być może troszkę więcej innym razem.

Tymczasem powracam do moich nudnych oczek prawych.
Miłego :)

środa, 6 lipca 2011

Pyszności

i kolejna rozdawajka z piękne zabarwioną wełenką



losowanie 17 lipca, a więcej TU


P.S. Dziergam. I jestem bliżej niż dalej ku końcowi :D

czwartek, 23 czerwca 2011

Niezdrowa monotonia związkowa

I nie mowa tu o monotonności w małżeństwie. O nie.
To mój związek z drutami przechodzi ciężki etap. Wzmożony wysiłek intelektualny w pracy powoduje, że po pracy potrzebne mi zajęcie lekkie, odmóżdżające.
Toteż dziergam nieprzerwanie bez opamiętania... oczka prawe. Prawe tu, prawe tam. Żeby za dużo nie myśleć. Efekt? Każda kolej robótka nudna się staje nim znajdzie się na półmetku. To i zaczynam kolejną. Kolejną oczkami prawymi, bo przecież odmóżdżyć się muszę. I kolejna do kolekcji co mi się nudzi w połowie. I znowu chwytam za nowy kłębek... I tak w kółko.

Powyższe anomalie powodują, że:
Robótek napoczętych jest ci u mnie dostatek.
Robótek zakończonych ni huhu.
Żyłek wolnych zaczyna brakować, a kolejne zakupy niewskazane (kryzys wszak mamy -inflacja szaleje, trzeba oszczędzać, na drutach, żeby na włóczkę było).
Miejsca w naszym 30-to metrowym gniazdku coraz mniej.
I tak frustracja rośnie. Bo co to za przyjemność jak się człek narobi a efektów nie ma.
W ramach leczenia frustracji mej skakam po necie to tu, to tam, zaglądam na pocztę i co widzę?! O zgrozo! Radosna nowina prosto z Fastrygi, że dziś oto rozpoczyna się szalona wyprzedaż letnia. -20%! Jak tak można!

Czekam więc na kolejną przesyłkę...



Ponieważ szare toto powyżej jest najświeższe i też mi się znudziło wygrzebałam dziś z zasobów czerwoną moherową z częściowego odzysku. I mam na nią pomysł. I znowu będą prawe. Choć wskazane byłoby to jakoś urozmaicić :/


Czy są jakieś terapie dla szalonych, sfrustrowanych, znudzonych dziergoholików?! Czy ten kryzys da się wyleczyć ?! Help!

sobota, 14 maja 2011

Claret w terenie

Nareszcie pogoda w weekend sprzyja. Zaskakujące!
To i zdjęcie plenerowe są. Ot moja Claret w terenie z podziękowaniami za miłe słowa :)







Nosi się bardzo miło.
Niestety mam niepokojące wieści co do włóczki. Bambus się ciągnie. Nie prałam jej. Miałam na sobie tylko raz. A wygląda jak bym ją robiła na "większą siostrę". Puki co mi to nie przeszkadza. Ale obawiam się, że jak tendencja włóczki będzie się utrzymywać, to po pierwszym praniu będę pruła :/ No chyba, że naciągnie się tylko na długości i uzyska formę celowo udzierganej tuniczki.
I w sumie jak się teraz zastanowię, to już w trakcie robienia musiała się naciągnąć. Bo przeliczyłam ją kilka razy. Wszystko było OK. A w trakcie musiałam mocno improwizować, tak że ostatecznie bluzka jest o kilkanaście rzędów krótsza niż przewidywałam, a mimo to jest wystarczająco długa.


I jeszcze melduję, że obecnie na drutach mężowy sweter (w dalszym ciągu) i akryl z Himalaya o cudnym odcieniu morskiej zieleni dla mnie :)
No i coś czuję, że Himalaya spadnie z drutów jako pierwsza, mimo, że zaczęłam wczoraj, robię ściśle i mąż napiera, że jego sweter ważniejszy :> Wyrodna żona jestem.

Miłego majowego wieczoru :)

wtorek, 10 maja 2011

czwartek, 5 maja 2011

Claret

Popełniłam. Mój pierwszy wiosenny w życiu i w tym roku projekcik.Ale od początku.
Jakiś miesiąc temu nawiedziłam fastrygę , z której przyjechały do mnie igły do filcowania i troszkę miękkich kłębuszków.

I z tej czerwonej (a w realu bordowej), po środku osadzonej powstała właśnie Claret. Bluzeczka robiona jest od dołu na okrągło, ściegiem prawym gładkim. Dekolt zarówno z przodu jak i z tyłu, w serek. Ramiona na szczycie robione rzędami skróconymi, dzięki czemu mogłam darować sobie wrabianie rękawków. Zrobiły się same :) Ramiona szczepione więc uniknęłam niewygodnego szwu :)




Troszkę detali. Po obu stronach dekoltu wrobiony jest warkocz pojedynczy.


Oj dużo nerwów mnie moja Bordowa kosztowała. Trzy podejścia miałam. A później jak już dobrze szło, to mi ażur nie chciał wyjść jak należy (ażurowy miał być przód od biustu w górę), więc obeszło się bez niego :) I w sumie dobrze.
Wzór: własny "Claret"
Włóczka: Alize Bamboo kolor 57 . Zeszło mi niecałe 3 motki (po 100g)
Druty: KP 5,0 mm
Mam nadzieję, że uda mi się ją lepiej obfocić. Na razie pogoda nie sprzyja wyjściom w takich ciuszkach.
I słów kilka nt. włóczki

zdjęcie pochodzi z fastryga.pl
Włókno 100% bambus, w dotyku niesamowicie miękka i miła. Stosunkowo gruba. Producent zaleca druty 4-5mm i o dziwo moja robótka przerabiana na 5,0 mm nie jest zbytnio prześwitująca. Spokojnie można ją nosić na gołe ciało. Oczywiście włóczka przerabiana na większych drutach powoduje, że dzianina jest bardziej lejąca. Pierwszą próbkę zrobiłam na drutach 4,0 mm i dzianina była ścisła w sam raz na fajny sweterek. No i przy tym, wydaje mi się, dość wydajna. Nie mogę teraz stwierdzić jak się zachowa po praniu, bo postanowiłam jej nie blokować. Boję się jednak, że może się naciągnąć. Pożyjemy, zobaczymy :)