Pokazywanie postów oznaczonych etykietą home. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą home. Pokaż wszystkie posty
sobota, 4 października 2014
Eco_recycling niewłóczkowy
Przebranżawiam się na całego ;)
Nie zniosłam stanu bezstolikowego w nowym salonie.
Na zakup docelowego brak czasu i chyba funduszy.
Człek z odręcznym_adhd zawsze sobie jednak poradzi w trudnych chwilach.
Radość z pracy i kawy na ławie jest bezcenna.
A jazda próbna po salonie to istne szaleństwo :D
Więcej szczegółów póki co TU.
Łapcie swoje palety i czyńcie :)
A jak coś uczynicie to się podzielcie.
Ja juz kombinuje co poczynić z drugiej połowy tej palety.
czwartek, 31 lipca 2014
Rozruch
Sama nie wierzę w to co widzę.
Ostatni wpis z grudnia ubiegłego roku. Nie przeraża mnie stagnacja rękodzielnicza, ale to że maszyna tyle czasu stała nieużywana. Życie codzienne mnie przerosło co jak widać odbiło się i na niej.
Ale lepiej późno niż wcale.
Mogę oficjalnie ogłosić rozruch.
Moja biedna odleżana, zakurzona wczoraj ujżała światło dzienne i poczuła poślizg nici.
Ja za to poczułam się jak za starych dobrych czasów. Kiedy ręce same rwały się do dłubania, a w głowie kłębiły się kłębuszki myśli.
Moje pierwsze podrygi nie są zapewne och_ach, ale no nie czarujmy się, pierwszy raz coś przeszyłam. W oknach zawisły zasłony.
Ludzie będą na to patrzeć.
Ja je co prawda jedynie podwinęłam.
Jedynie albo aż.
Wiem, wiem emocjonuję się nadmiernie.
Ale kurcze od czegoś trzeba zacząć :)
Puki co j/w wygląda `moja pseudo_pracownia`. Puki co również taki stan mnie cieszy, bo mam aktualnie w życiu taką małą obsesję. Patrzenie na moją kuchnię. A tu widok idealny.
Może kiedyś dorobię się jakiegoś kąta, gdzie zastaną moje włóczki, udziergi, stół z maszyną i może manekin?.
Puki co tak mi dobrze.
Tak więc, stan moich prac jest następujący.
Podwinęłam 6 zasłon :)
Z owych pozostały mi urocze resztki, które zdadzą się na coś małego. Na przykład poszewki na podusie. Takie podłużne, do podłożenia pod kark.
W kolejce czeka też materiał na zasłonę do kuchni.
Nie będę oryginalna.
Love Ikea.
Tu będę musiała już wykazać się większym wyczuciem tematu. To nie podwiniecie. To już uszycie. Prostokąta, ale jednak :)
Jest też pewne `niestety`.
W ambitnych planach były rolety rzymskie.
Nie, nie rezygnuję z planów.
Jednak badania rynku wykazały, że mnie do gustu najbardziej przypadły rolety z grubego materiału. Takie nocne. Bez firanki. Taki przynajmniej jest mój stan ducha na dziś.
`Niestety` polega na tym, że puki mi tuje nie podrosną, firanki w oknach muszą być. Przynajmniej na parterze. Wszak z mężem uczuleni jesteśmy na dociekliwych gapiów, których nieopodal wielu spaceruje. A to co chcę pokazać światu, pokazuję tu. Reszta jest moją słodką tajemnicą ;P
Tak oto dorobiłam się kolejnej pozycji w comiesięcznych wydatkach ;)
Wczoraj przyjechały nici.
Dziś wiem, że muszę, no zwyczajnie muszę mieć więcej kolorów na stanie i zdecydowanie więcej szpulek. Cztery szpulki w zestawie z maszyną?! No ludzie, to ja po jednym szyciu wiem, że 10 to mało.
Robię zatem rozeznanie w e-shop`ach.
Jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda, ktoś kto również szyje i ma sprawdzone, godne polecenia sklepy również w świcie realnym (tu patrz lokalizacja Kraków), sklepy z materiałami, nićmi i akcesoriami krawieckimi, z chęcią przyjmę namiary.
Piszcie w komentarzach, będę niezmiernie wdzięczna.
Do napisania niebawem.
Mam nadzieję :)
Ostatni wpis z grudnia ubiegłego roku. Nie przeraża mnie stagnacja rękodzielnicza, ale to że maszyna tyle czasu stała nieużywana. Życie codzienne mnie przerosło co jak widać odbiło się i na niej.
Ale lepiej późno niż wcale.
Mogę oficjalnie ogłosić rozruch.
Moja biedna odleżana, zakurzona wczoraj ujżała światło dzienne i poczuła poślizg nici.
Ja za to poczułam się jak za starych dobrych czasów. Kiedy ręce same rwały się do dłubania, a w głowie kłębiły się kłębuszki myśli.
Moje pierwsze podrygi nie są zapewne och_ach, ale no nie czarujmy się, pierwszy raz coś przeszyłam. W oknach zawisły zasłony.
Ludzie będą na to patrzeć.
Ja je co prawda jedynie podwinęłam.
Jedynie albo aż.
Wiem, wiem emocjonuję się nadmiernie.
Ale kurcze od czegoś trzeba zacząć :)
Puki co j/w wygląda `moja pseudo_pracownia`. Puki co również taki stan mnie cieszy, bo mam aktualnie w życiu taką małą obsesję. Patrzenie na moją kuchnię. A tu widok idealny.
Może kiedyś dorobię się jakiegoś kąta, gdzie zastaną moje włóczki, udziergi, stół z maszyną i może manekin?.
Puki co tak mi dobrze.
Tak więc, stan moich prac jest następujący.
Podwinęłam 6 zasłon :)
Z owych pozostały mi urocze resztki, które zdadzą się na coś małego. Na przykład poszewki na podusie. Takie podłużne, do podłożenia pod kark.
W kolejce czeka też materiał na zasłonę do kuchni.
Nie będę oryginalna.
Love Ikea.
Tu będę musiała już wykazać się większym wyczuciem tematu. To nie podwiniecie. To już uszycie. Prostokąta, ale jednak :)
Jest też pewne `niestety`.
W ambitnych planach były rolety rzymskie.
Nie, nie rezygnuję z planów.
Jednak badania rynku wykazały, że mnie do gustu najbardziej przypadły rolety z grubego materiału. Takie nocne. Bez firanki. Taki przynajmniej jest mój stan ducha na dziś.
`Niestety` polega na tym, że puki mi tuje nie podrosną, firanki w oknach muszą być. Przynajmniej na parterze. Wszak z mężem uczuleni jesteśmy na dociekliwych gapiów, których nieopodal wielu spaceruje. A to co chcę pokazać światu, pokazuję tu. Reszta jest moją słodką tajemnicą ;P
Tak oto dorobiłam się kolejnej pozycji w comiesięcznych wydatkach ;)
Wczoraj przyjechały nici.
Dziś wiem, że muszę, no zwyczajnie muszę mieć więcej kolorów na stanie i zdecydowanie więcej szpulek. Cztery szpulki w zestawie z maszyną?! No ludzie, to ja po jednym szyciu wiem, że 10 to mało.
Robię zatem rozeznanie w e-shop`ach.
Jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda, ktoś kto również szyje i ma sprawdzone, godne polecenia sklepy również w świcie realnym (tu patrz lokalizacja Kraków), sklepy z materiałami, nićmi i akcesoriami krawieckimi, z chęcią przyjmę namiary.
Piszcie w komentarzach, będę niezmiernie wdzięczna.
Do napisania niebawem.
Mam nadzieję :)
sobota, 14 grudnia 2013
Czerwony metalik
Rozwijam się.
Chodziło za mną tyle czasu, że sama już nie wiem ile.
Zawsze chciałam nauczyć się szyć.
Nigdy nie było właściwego momentu, żeby maszynę kupić.
Ale jak zobaczyłam to cacko w gazetce Lidl`a
powiedziałam sobie - teraz albo nigdy.
Tak oto Szanowny Małżonek dostał w poniedziałkowy poranek misję specjalną.
Miał mi ową z rana upolować.
Jak się zapewne domyślacie, skoro tu skrobie, Małżonek się spisał.
Moja cudna czerwona w dodatku jest metalikiem.
Stoi dumna na komodzie i czeka na dzień kiedy szczęśliwa właścicielka, znajdzie czas żeby ją odpalić, a tu jest pewien problem.
Mam za to ambitne plany.
Wymyśliłam sobie rolety rzymskie do moich nowych włości.
So_happy
Chodziło za mną tyle czasu, że sama już nie wiem ile.
Zawsze chciałam nauczyć się szyć.
Nigdy nie było właściwego momentu, żeby maszynę kupić.
Ale jak zobaczyłam to cacko w gazetce Lidl`a
powiedziałam sobie - teraz albo nigdy.
Tak oto Szanowny Małżonek dostał w poniedziałkowy poranek misję specjalną.
Miał mi ową z rana upolować.
Jak się zapewne domyślacie, skoro tu skrobie, Małżonek się spisał.
Moja cudna czerwona w dodatku jest metalikiem.
Stoi dumna na komodzie i czeka na dzień kiedy szczęśliwa właścicielka, znajdzie czas żeby ją odpalić, a tu jest pewien problem.
Mam za to ambitne plany.
Wymyśliłam sobie rolety rzymskie do moich nowych włości.
So_happy
niedziela, 24 listopada 2013
Inny wymiar rękodzieła
Odkrywam w sobie nowe horyzonty.
Na druty w dalszym ciągu brak czasu.
Teraz pochłania mnie bez reszty inna forma manulana.
Układam płytki podłogowe.
Ha!
I to rękodziąło, czyż nie.
A ile owe rękodzieło ma wspólnego z dzierganiem, to bym w życiu nie przypuszczała:
1. jest niebywałym pożeraczem czasu
2. powoduje bóle nadgarstków i palców
3. daje cholerną satysfakcję w dobrze popełnionej pracy i równie cholerne wnerwienie jak się nierówność wkradają
4. i jedno i drugie wcześniej czy później będzie podziwiane :)
Nie ma to jak wmawianie sobie, że się człowiek z pasją nie rozstaje.
Dziękuję, tym którzy tu raz na czas wpadają mimo statusu off-line :*
Na druty w dalszym ciągu brak czasu.
Teraz pochłania mnie bez reszty inna forma manulana.
Układam płytki podłogowe.
Ha!
I to rękodziąło, czyż nie.
A ile owe rękodzieło ma wspólnego z dzierganiem, to bym w życiu nie przypuszczała:
1. jest niebywałym pożeraczem czasu
2. powoduje bóle nadgarstków i palców
3. daje cholerną satysfakcję w dobrze popełnionej pracy i równie cholerne wnerwienie jak się nierówność wkradają
4. i jedno i drugie wcześniej czy później będzie podziwiane :)
Nie ma to jak wmawianie sobie, że się człowiek z pasją nie rozstaje.
Dziękuję, tym którzy tu raz na czas wpadają mimo statusu off-line :*
środa, 30 października 2013
pitu_pitu
Stagnacja dziewiarska.
Mam pewne obawy, że niebawem zapomnę jak się druty poprawnie trzyma. O samym dzierganiu nie wspominjąc.
Nie ma czasu. Tak mało czasu jak mam teraz to nie miałam jeszcze nigdy. Wszystko leży i się kurzy. Liczę, że jek szaleństwo budowlano - wykończeniowe się skońćzy i mnie nie wykończy, to jeszcze coś tu pokarzę.
Puki co stagnacja.
Ale podglądam :)
Mam pewne obawy, że niebawem zapomnę jak się druty poprawnie trzyma. O samym dzierganiu nie wspominjąc.
Nie ma czasu. Tak mało czasu jak mam teraz to nie miałam jeszcze nigdy. Wszystko leży i się kurzy. Liczę, że jek szaleństwo budowlano - wykończeniowe się skońćzy i mnie nie wykończy, to jeszcze coś tu pokarzę.
Puki co stagnacja.
Ale podglądam :)
niedziela, 30 czerwca 2013
Radości !!!!
Nie, nie znalazłam żadnego sklepu z dostępną włóczką z postu poniżej.
Jest lepiej.
Co zrobić aby zaległa robótka, z przeznaczeniem na prucie powstała z popiołu?
1.Weź własną mamuśkę będącą aktualnie w szaleńczej irytacji na pracę, zepsutą lodówkę, paskudną pogodę, cokolwiek.
2.Wpuść mamuśkę w takim stanie do pokoju, w którym panuje lekko mówiąc nieład.
3.Zwiń nogi za pas i zaszyj się na pół dnia na budowie.
Po powrocie w pokoju zastaniesz:
1.Zmęczoną ale wyżytą i szczęśliwą mamuśkę
2.Posprzątany pokój.
3.Dwa kłębuszki włóczki, której brakuje do skończenia sweterka !!!!
Nie wiem jak, kiedy i dlaczego.
Nie chcę wiedzieć.
Grunt że mam włóczkę i są jakieś tam szanse aby sweterek jednak nie stał się na powrót kłębuszkiem bezużytecznej włóczki.
Musze co prawda spruć rękaw bo okazał się być niepopranie wrobionym w resztę całości.
Ale to nieistotne.
Poświęcę się .
Jest lepiej.
Co zrobić aby zaległa robótka, z przeznaczeniem na prucie powstała z popiołu?
1.Weź własną mamuśkę będącą aktualnie w szaleńczej irytacji na pracę, zepsutą lodówkę, paskudną pogodę, cokolwiek.
2.Wpuść mamuśkę w takim stanie do pokoju, w którym panuje lekko mówiąc nieład.
3.Zwiń nogi za pas i zaszyj się na pół dnia na budowie.
Po powrocie w pokoju zastaniesz:
1.Zmęczoną ale wyżytą i szczęśliwą mamuśkę
2.Posprzątany pokój.
3.Dwa kłębuszki włóczki, której brakuje do skończenia sweterka !!!!
Nie wiem jak, kiedy i dlaczego.
Nie chcę wiedzieć.
Grunt że mam włóczkę i są jakieś tam szanse aby sweterek jednak nie stał się na powrót kłębuszkiem bezużytecznej włóczki.
Musze co prawda spruć rękaw bo okazał się być niepopranie wrobionym w resztę całości.
Ale to nieistotne.
Poświęcę się .
niedziela, 23 czerwca 2013
Przepraszam, ale dziewiarski shit
Wiem, wiem.
Ostatnio więcej narzekam niż dziergam.
Choć nie, więcej narzekam niż mogę dziergać.
Bo pominąwszy tematykę mojego drugiego miejsca w sieci i całego szaleństwa, który w okół niego się odbywa, to ja naprawde mam chęci drutować.
Więcej, ja drutuję.
Do tego stopnia drutuję, że czerwone z poprzedniego wpisu osiągnęło jakiś czas temu rozmiary robótki niemalże finish`ującej.
Niemalże.
Bo ostatnio normą moich robótek jest fakt że im bliżej końca to mi się kończy włóczka.
Bo i wpadam do sieci, szukam i co? I nie znajduję.
Normalnie wielki shit
Brak innych słów.
Tak oto mam dwa rozgrzebane sweterki, którym brakuje dosłownie rękawa i minimum perspektyw na upolowanie włóczki.
Się mi odechciewa.
Ostatnio więcej narzekam niż dziergam.
Choć nie, więcej narzekam niż mogę dziergać.
Bo pominąwszy tematykę mojego drugiego miejsca w sieci i całego szaleństwa, który w okół niego się odbywa, to ja naprawde mam chęci drutować.
Więcej, ja drutuję.
Do tego stopnia drutuję, że czerwone z poprzedniego wpisu osiągnęło jakiś czas temu rozmiary robótki niemalże finish`ującej.
Niemalże.
Bo ostatnio normą moich robótek jest fakt że im bliżej końca to mi się kończy włóczka.
Bo i wpadam do sieci, szukam i co? I nie znajduję.
Normalnie wielki shit
Brak innych słów.
Tak oto mam dwa rozgrzebane sweterki, którym brakuje dosłownie rękawa i minimum perspektyw na upolowanie włóczki.
Się mi odechciewa.
wtorek, 7 maja 2013
Krótki wywód nt. wpływu pogody na przyrosty dzienne dziergaczki :)
Phi, też mi filozofia.
Zasada z zasady jest prosta. Żeby nie rzec zasadna.
Jak pada to się dzieci nudzą.
A jak się nudzą to łapią w ręce co popadnie.
Tak oto mój dzierwiarski honor dzięki pogodzie można uznać za ocalony.
Długi majowy weekend wcale taki długi nie był, bom czwartek w pracy za biurkiem spędziła.
Niemniej te kilka minionych dni dzięki obfitości kropel deszczu zasadniczo spowodowało intensywne prace machacze
Nie muszę chyba wskazywać, że w tej intensywności tak się rozpędziłam, że po przerobieniu bagatelka 60 rządków machanych na okrągło musiałam spruć.
Ot, taka moja uroda.
Niemniej w mojej depresji po ostatnich niepowodzeniach dziewiarskich, o których lada moment słów kilka, jak sobie sprułam i się dosiałam to nadrobiłam. Będzie mniej więcej w ten deseń
Będzie sweterek.
Nie wiem kiedy skończę bo wczoraj słońce wypełzło zza chmur to i o teren zielony trzeba było się zatroszczyć.
Puki co dzielnie mam ze 1/3 wysokości tułowia i mimo wszystko liczę, że do zimy mi owe na drutach nie zostanie.
Co do wcześniej wspomnianych niepowodzeń dziewiarskich.
Pierwsze primo: Nie będzie chyba dziwnym jeżeli stwierdzę, że moje liście są efektem prucia kandydata na "koronkowego". Ta włóczka zwyczajnie była za gruba i coś mi tu nie stykało. Po roku leżenia zezwłoka w kartonie, z licznymi próbami okiełznania szydełka, ani łezki nie uroniłam przy pruciu.
Zwyczajnie "koronkowy" musi jeszcze troszkę poczekać na swoją kolej.
Drugie primo: Cóż, nie muszę chyba szczególnie uwidaczniać smutnego faktu braku jakiejkolwiek reakcji na moje S.O.S.
W sumie się nie spodziewałam jakiegoś szału, miałam zwyczajnie nadzieję.
A że podobnież nadzieja matką głupich to i moja R. idzie do prucia. Jeszcze nie miałam na tyle odwagi żeby ją spuścić z drutów, ciągle gdzieś liczę że jakiś moteczek w sieci się znajdzie. Jest to chyba jednak bardziej nadzieja mająca na celu odwleczenie w czasie kolejnej depresji.
Trzecie i ostatnie primo: Węże koralikowe mnie prześladują. Podjęłam w zeszłym roku próby ich popełnienia. Nie muszę chyba pisać jak to się dla mnie skończyło i nie, nie szukajcie tu wpisu w temacie.Chyba wszystko jasne. A teraz po roku, kiedy już niemal zapomniałam o porażce, zwyczajnie ONE TU SĄ. Wszędzie, dookoła, wszyscy robią gdzie nie zajrzę, te się wiją a mnie szlag nagły trafia. Bo nie potrafię i już. Potrafię za to ścianę wymurować. O! ;P
Zasada z zasady jest prosta. Żeby nie rzec zasadna.
Jak pada to się dzieci nudzą.
A jak się nudzą to łapią w ręce co popadnie.
Tak oto mój dzierwiarski honor dzięki pogodzie można uznać za ocalony.
Długi majowy weekend wcale taki długi nie był, bom czwartek w pracy za biurkiem spędziła.
Niemniej te kilka minionych dni dzięki obfitości kropel deszczu zasadniczo spowodowało intensywne prace machacze
Nie muszę chyba wskazywać, że w tej intensywności tak się rozpędziłam, że po przerobieniu bagatelka 60 rządków machanych na okrągło musiałam spruć.
Ot, taka moja uroda.
Niemniej w mojej depresji po ostatnich niepowodzeniach dziewiarskich, o których lada moment słów kilka, jak sobie sprułam i się dosiałam to nadrobiłam. Będzie mniej więcej w ten deseń
Będzie sweterek.
Nie wiem kiedy skończę bo wczoraj słońce wypełzło zza chmur to i o teren zielony trzeba było się zatroszczyć.
Puki co dzielnie mam ze 1/3 wysokości tułowia i mimo wszystko liczę, że do zimy mi owe na drutach nie zostanie.
Co do wcześniej wspomnianych niepowodzeń dziewiarskich.
Pierwsze primo: Nie będzie chyba dziwnym jeżeli stwierdzę, że moje liście są efektem prucia kandydata na "koronkowego". Ta włóczka zwyczajnie była za gruba i coś mi tu nie stykało. Po roku leżenia zezwłoka w kartonie, z licznymi próbami okiełznania szydełka, ani łezki nie uroniłam przy pruciu.
Zwyczajnie "koronkowy" musi jeszcze troszkę poczekać na swoją kolej.
Drugie primo: Cóż, nie muszę chyba szczególnie uwidaczniać smutnego faktu braku jakiejkolwiek reakcji na moje S.O.S.
W sumie się nie spodziewałam jakiegoś szału, miałam zwyczajnie nadzieję.
A że podobnież nadzieja matką głupich to i moja R. idzie do prucia. Jeszcze nie miałam na tyle odwagi żeby ją spuścić z drutów, ciągle gdzieś liczę że jakiś moteczek w sieci się znajdzie. Jest to chyba jednak bardziej nadzieja mająca na celu odwleczenie w czasie kolejnej depresji.
Trzecie i ostatnie primo: Węże koralikowe mnie prześladują. Podjęłam w zeszłym roku próby ich popełnienia. Nie muszę chyba pisać jak to się dla mnie skończyło i nie, nie szukajcie tu wpisu w temacie.Chyba wszystko jasne. A teraz po roku, kiedy już niemal zapomniałam o porażce, zwyczajnie ONE TU SĄ. Wszędzie, dookoła, wszyscy robią gdzie nie zajrzę, te się wiją a mnie szlag nagły trafia. Bo nie potrafię i już. Potrafię za to ścianę wymurować. O! ;P
sobota, 16 marca 2013
S.O.S.
Rosamund`s Cardigan miał powstać na Święta.
Te grudniowe Święta.
Się napaliłam potem straciłam równowagę na zakręcie, a teraz włóczki brakło.
Rozpaczy !!!
S.O.S.
poszukuję włóczki NAKOLEN kolor 10327 (ciemny turkus)
Przekopałam internet. Albom ślepa albo wycofali z produkcji (o zgrozo). Żaby nie było pisałam też do kilku sklepów.
Potrzeba mi 1-2 motki.
Utknęłam na wysokości talii kierunek w dół.
Jeżeli ktoś posiada na zbyciu - odkupię.
Jeżeli ktoś gdzieś widział dostępne - pliiiissss napiszcie.
Nie zniosę stresu jakim jest kolejne prucie.
Te grudniowe Święta.
Się napaliłam potem straciłam równowagę na zakręcie, a teraz włóczki brakło.
Rozpaczy !!!
S.O.S.
poszukuję włóczki NAKOLEN kolor 10327 (ciemny turkus)
Przekopałam internet. Albom ślepa albo wycofali z produkcji (o zgrozo). Żaby nie było pisałam też do kilku sklepów.
Potrzeba mi 1-2 motki.
Utknęłam na wysokości talii kierunek w dół.
Jeżeli ktoś posiada na zbyciu - odkupię.
Jeżeli ktoś gdzieś widział dostępne - pliiiissss napiszcie.
Nie zniosę stresu jakim jest kolejne prucie.
niedziela, 24 lutego 2013
Pożegnanie zimy w kolorze Fuksji
Trochę to trwało.
Przypuszczam, że jakiś rok.
Nie wiem dokładnie.
I może to lepiej, bo pocóż dołować się brakiem czasu dla drutów.
Mój związek z tą włóczką, a raczej tym projektem był długi i mroczny. Zwłaszcza na etapie wykończenia.
Z pół roku jak nic sięgałam do szydełko, a po chwili rzucałam je w kąt. Kolejne metry włóczki szły w kosz bo były tak mocno sfatygowane moją szydełkową niudolnością.
Chciałam ambitnie ramiona z plecami i dołem wykończyć czymś bardziej ambitnym - lekko koronkowym.
Skończyło się na oczkach rakowych. Chyba oczkach rakowych, bo nie wiem jak się je robi ale efekt jest podobny.
Tak oto, trochę na siłę, bo nie do końca tak jak chciałam, moja fuksja już jest ze mną i nadaje się do noszenia.
Prawie w sam raz na zbliżającą się wiosnę :)
Bluzia robiona od góry reglanem.Choć nieco innym z przodu.
W zasadzie to nie wiem jak, ale jakoś tak wyszło i mi się spodobało.
Dekolt i ramiona wykończone metodą i-cord bind off.
Niestety na ramionach się wywija więc pewnie pójdzie po przeróbki.
Biust kształtowany według przepisu z Pawich Oczek Justyny.
A w dolnej części na zasadzie kontynuacji wątku ukształtowałam bioderka.
Dół ostatecznie został wykończony podwójną plisą podszytą łańcuszkiem z chyba oczkami rakowymi.
Szczegółowo
Projekt: robiony z głowy, choć gdzieś w sieci kiedyś coś podobnego widziałam.
Włóczka: Alize Diva, kolor 297 wg producenta amarant (no proszę człowiek się uczy kolorów całe życie), poszło 2,5 motka (250g)
Druty: KP 3,0mm
Szydełko: 0 i 3,0
Przypuszczam, że jakiś rok.
Nie wiem dokładnie.
I może to lepiej, bo pocóż dołować się brakiem czasu dla drutów.
Mój związek z tą włóczką, a raczej tym projektem był długi i mroczny. Zwłaszcza na etapie wykończenia.
Z pół roku jak nic sięgałam do szydełko, a po chwili rzucałam je w kąt. Kolejne metry włóczki szły w kosz bo były tak mocno sfatygowane moją szydełkową niudolnością.
Chciałam ambitnie ramiona z plecami i dołem wykończyć czymś bardziej ambitnym - lekko koronkowym.
Skończyło się na oczkach rakowych. Chyba oczkach rakowych, bo nie wiem jak się je robi ale efekt jest podobny.
Tak oto, trochę na siłę, bo nie do końca tak jak chciałam, moja fuksja już jest ze mną i nadaje się do noszenia.
Prawie w sam raz na zbliżającą się wiosnę :)
Bluzia robiona od góry reglanem.Choć nieco innym z przodu.
W zasadzie to nie wiem jak, ale jakoś tak wyszło i mi się spodobało.
Dekolt i ramiona wykończone metodą i-cord bind off.
Niestety na ramionach się wywija więc pewnie pójdzie po przeróbki.
Biust kształtowany według przepisu z Pawich Oczek Justyny.
A w dolnej części na zasadzie kontynuacji wątku ukształtowałam bioderka.
Dół ostatecznie został wykończony podwójną plisą podszytą łańcuszkiem z chyba oczkami rakowymi.
Szczegółowo
Projekt: robiony z głowy, choć gdzieś w sieci kiedyś coś podobnego widziałam.
Włóczka: Alize Diva, kolor 297 wg producenta amarant (no proszę człowiek się uczy kolorów całe życie), poszło 2,5 motka (250g)
Druty: KP 3,0mm
Szydełko: 0 i 3,0
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Oby owocniej w 2013
Oj, cieniutki w dokonania dziewiarskie był mijający rok.
Więcej się "ogadałam" niż nadziergałam.
Rozgrzebałam też cztery duże (czyt. sweterkowe) projekty, z czego jeden na pewno zostanie spruty.
Sfilcowałam białe skarpety, więc zasadniczo moje dokonania ubiegłego roku można jeszcze uszczuplić. Chciałam dużo, a wyszło jak zwykle.
Nie będę tym bardziej konfrontować z rzeczywistością listy moich planów na 2012 bo musiałabym się publicznie spalić ze wstydu. Żeby być aż tak niekonsekwentną! Hańba!
Na usprawiedliwienie mogę podać jedynie zaangażowanie w papierologię i prowadzenie drugiego bloga z całym zamieszaniem wokół tego co się na nim pojawia.
Jakkolwiek by nie było, miło mi, że ktoś tu jeszcze zagląda. I tym, a także całej reszcie najlepszego w nadchodzącym roku.
Bardzo mocno wierzę, że mimo 13 w dacie Nowy Rok będzie szczęśliwy. Bo jeszcze chyba nie wspominałam, że wiele dobrego w moim życiu wydarzyło się właśnie pod szyldem trzynastki.
Nie przedłużając - Do Siego Roku
Więcej się "ogadałam" niż nadziergałam.
Rozgrzebałam też cztery duże (czyt. sweterkowe) projekty, z czego jeden na pewno zostanie spruty.
Sfilcowałam białe skarpety, więc zasadniczo moje dokonania ubiegłego roku można jeszcze uszczuplić. Chciałam dużo, a wyszło jak zwykle.
Nie będę tym bardziej konfrontować z rzeczywistością listy moich planów na 2012 bo musiałabym się publicznie spalić ze wstydu. Żeby być aż tak niekonsekwentną! Hańba!
Na usprawiedliwienie mogę podać jedynie zaangażowanie w papierologię i prowadzenie drugiego bloga z całym zamieszaniem wokół tego co się na nim pojawia.
Jakkolwiek by nie było, miło mi, że ktoś tu jeszcze zagląda. I tym, a także całej reszcie najlepszego w nadchodzącym roku.
Bardzo mocno wierzę, że mimo 13 w dacie Nowy Rok będzie szczęśliwy. Bo jeszcze chyba nie wspominałam, że wiele dobrego w moim życiu wydarzyło się właśnie pod szyldem trzynastki.
Nie przedłużając - Do Siego Roku
wtorek, 27 listopada 2012
Patent na paten i zastosowanie w praktyce
Się nauczyłam ścieku patentowego.
Ambitnam przecie.
Ładnie nawet wychodziło. Takie elastyczne toto miłe, ciekawe w robocie. Niemonotonne bym rzekła.
Wszystko pięknie ładnie.
Ale zrobić warkocza na patencie to już nie takie chop siup. A efekt wizualny. No cóż, jak na moje wymagania pozostawiał wiele do życzenia ;)
Nerwa więc dostałam po pierwszej próbie i uznałam że mojego Rosamunda popełnię w wersji podstawowej czyli jednostronnej.
Ale... siedząc i medytując nad moją próbką patentu nagle doznałam olśnienia!
Chyba więc głupiam nie jest. Że mi dojscie do właściwych wniosków zajęło trochę czasu i energii to nic. Wszak patent opanowałam.
Ale teraz już wiem, że dla uzyskania efektu identycznego z warkoczem na patencie wystarczy zwyczajnie zrobić warkocz na ściągaczu 1*1. Uzyskujemy efekt dwustronności warkocza, a nie klniemy, zużywamy mniej włóczki i ogólnie jesteśmy szczęśliwi bo praca szybciej idzie.
Tak oto dosiadłam jak szalona, bo na Rosamunda zachorowałam nieuleczalnie.
I dłubię. Wydłubałam już gdzieś tak na wysokość talii. I nie wiem czy w tym szale se źle coś nie policzyłam i czy aby nie przyjdzie mi pruć.
Ale to nic. Nie zniechęcę się. Choćbym miała dopiero na wiosnę skończyć.
Istnieje też poważne zagrożenie, że mi włóczki braknie co się może odbić recesją w portfelu, ale postaram się być twarda na tych zakupach i nie popadać w nadmierny włóczkoszał.
Radosnego wieczoru :)
Ambitnam przecie.
Ładnie nawet wychodziło. Takie elastyczne toto miłe, ciekawe w robocie. Niemonotonne bym rzekła.
Wszystko pięknie ładnie.
Ale zrobić warkocza na patencie to już nie takie chop siup. A efekt wizualny. No cóż, jak na moje wymagania pozostawiał wiele do życzenia ;)
Nerwa więc dostałam po pierwszej próbie i uznałam że mojego Rosamunda popełnię w wersji podstawowej czyli jednostronnej.
Ale... siedząc i medytując nad moją próbką patentu nagle doznałam olśnienia!
Chyba więc głupiam nie jest. Że mi dojscie do właściwych wniosków zajęło trochę czasu i energii to nic. Wszak patent opanowałam.
Ale teraz już wiem, że dla uzyskania efektu identycznego z warkoczem na patencie wystarczy zwyczajnie zrobić warkocz na ściągaczu 1*1. Uzyskujemy efekt dwustronności warkocza, a nie klniemy, zużywamy mniej włóczki i ogólnie jesteśmy szczęśliwi bo praca szybciej idzie.
Tak oto dosiadłam jak szalona, bo na Rosamunda zachorowałam nieuleczalnie.
I dłubię. Wydłubałam już gdzieś tak na wysokość talii. I nie wiem czy w tym szale se źle coś nie policzyłam i czy aby nie przyjdzie mi pruć.
Ale to nic. Nie zniechęcę się. Choćbym miała dopiero na wiosnę skończyć.
Istnieje też poważne zagrożenie, że mi włóczki braknie co się może odbić recesją w portfelu, ale postaram się być twarda na tych zakupach i nie popadać w nadmierny włóczkoszał.
Radosnego wieczoru :)
wtorek, 13 listopada 2012
Co ja bym tu sobie...
Nosi mnie.
A jak mnie nosi to mam tak, że bardzo bym chciała, najchętniej wszystko na raz, wyśmienicie wiem co, ale nie do końca wiem jak się za to zabrać.
A tu codzienność kroi się następująco.
Obecnie trwa drugi tydzień mojego urlopu - w najbliższy poniedziałek powracam do zawodowej rzeczywistości i aż trzęsie mnie na myśl ile tam roboty na mnie czeka.
Na działce nic nie dłubię, bo pogoda nie rozpieszcza, a o zdrowie też trzeba dbać.
Siedzę zatem w oknie i jak babcia emerytka (nikomu nie ubliżając) przeszywającym wzrokiem gapię się w dal obserwując uwijających się robotników.
A przecież w trakcie tej bezproduktywnej obserwacji można by sobie drutkami machać (wszak tyle rzeczy do skończenia, a jeszcze więcej do rozpoczęcia), księgę gości weselnych oprawiać (bo nie wspominałam że ÓW - klik w czasie dwudniowego wesela zostało przez gości tak namiętnie wymacane, że nawet gdzieś na okładce znajdują się ślady szminki; toteż wzięłam na klatę sprawę wymiany okładki co nie jest łatwym zadaniem, bo jedna cioteczka postanowiła swój wpis popełnić na stronicy która stanowi integralną część właśnie owej okładki), wykorzystać w sposób bliżej nieokreślony zakupioną dwa miesiące temu farbę tablicową, wyprodukować w końcu tom stanowiący próbnik włóczkowy ( ten chodzi mi po głowie od kiedy zakupiłam pierwszą włóczkę, wolę sobie nie przypominać kiedy to było)...
Tak bym sobie mogła jeszcze popunktować ale wolę się nie dobijać.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to nawrót lekko bolącego nadgarstka. Ale przecież tylko lekko.Nie bardzo. Więc z tym da się żyć / dziergać.
Wnioski nasuwają się same i są druzgocące!
Najzwyczajniej w świecie marnotrawię cenny czas.
I wcale się nad sobą nie użalam. O nie. Powyższe moje wypociny traktuję jako publiczne samobiczowanie, które mam nadzieję zmusi mnie w końcu do działania.
A działać jest po co, bo mi dziś na R... w oko wpadło cacko jedno. W zasadzie to nie tylko jedno, ale śmiem twierdzić, że akuratnie na to posiadam w swoich zasobach właściwą włóczkę w kolorze obłędnego ciemnego turkusu. Albo szmaragdu, sama nie wiem (czasami czuję się jak facet nie odróżniający czerwieni od maliny).
W tym mijescu nastąpi prazentacja.
Tadadammm
Wzór to Rpsamund`s Cardigan by Andrea Pomerantz - do nabycia ot TU - klik
Ja oczywista, planuje owe popełnić z obrazka. Wszak po cóż mi nabywać wzór skoro mój inglisz miewa się conajmniej źle.
Muszę tylko rozkminić ten śliczny warkocz, opanować ścieg patentowy i mogę działać.
Może na święta skończę i będę miała w czym na Wigilii wystąpić.
Skacząc z tematu na temat chcę bardzo podziękować za miłe słowa pod adresem rękawiczek z klapką.
Rękawiczki jednak nie doczekają się kompletu w postaci czapki. Wszak włóczka jak na moje delikatne cielsko zdaje się być zbyt "dożarta". Ale nic tu straconego. Posiadam bowiem w swoich zasobach okrycie głowy w prawie identycznym odcieniu, więc mogę traktować sprawę za skompletowaną.
To chyba by było na tyle.
Wracam zatem przed okno z nadzieją patrząc w przyszłość dziewiarską.
A jak mnie nosi to mam tak, że bardzo bym chciała, najchętniej wszystko na raz, wyśmienicie wiem co, ale nie do końca wiem jak się za to zabrać.
A tu codzienność kroi się następująco.
Obecnie trwa drugi tydzień mojego urlopu - w najbliższy poniedziałek powracam do zawodowej rzeczywistości i aż trzęsie mnie na myśl ile tam roboty na mnie czeka.
Na działce nic nie dłubię, bo pogoda nie rozpieszcza, a o zdrowie też trzeba dbać.
Siedzę zatem w oknie i jak babcia emerytka (nikomu nie ubliżając) przeszywającym wzrokiem gapię się w dal obserwując uwijających się robotników.
A przecież w trakcie tej bezproduktywnej obserwacji można by sobie drutkami machać (wszak tyle rzeczy do skończenia, a jeszcze więcej do rozpoczęcia), księgę gości weselnych oprawiać (bo nie wspominałam że ÓW - klik w czasie dwudniowego wesela zostało przez gości tak namiętnie wymacane, że nawet gdzieś na okładce znajdują się ślady szminki; toteż wzięłam na klatę sprawę wymiany okładki co nie jest łatwym zadaniem, bo jedna cioteczka postanowiła swój wpis popełnić na stronicy która stanowi integralną część właśnie owej okładki), wykorzystać w sposób bliżej nieokreślony zakupioną dwa miesiące temu farbę tablicową, wyprodukować w końcu tom stanowiący próbnik włóczkowy ( ten chodzi mi po głowie od kiedy zakupiłam pierwszą włóczkę, wolę sobie nie przypominać kiedy to było)...
Tak bym sobie mogła jeszcze popunktować ale wolę się nie dobijać.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to nawrót lekko bolącego nadgarstka. Ale przecież tylko lekko.Nie bardzo. Więc z tym da się żyć / dziergać.
Wnioski nasuwają się same i są druzgocące!
Najzwyczajniej w świecie marnotrawię cenny czas.
I wcale się nad sobą nie użalam. O nie. Powyższe moje wypociny traktuję jako publiczne samobiczowanie, które mam nadzieję zmusi mnie w końcu do działania.
A działać jest po co, bo mi dziś na R... w oko wpadło cacko jedno. W zasadzie to nie tylko jedno, ale śmiem twierdzić, że akuratnie na to posiadam w swoich zasobach właściwą włóczkę w kolorze obłędnego ciemnego turkusu. Albo szmaragdu, sama nie wiem (czasami czuję się jak facet nie odróżniający czerwieni od maliny).
W tym mijescu nastąpi prazentacja.
Tadadammm
Wzór to Rpsamund`s Cardigan by Andrea Pomerantz - do nabycia ot TU - klik
Ja oczywista, planuje owe popełnić z obrazka. Wszak po cóż mi nabywać wzór skoro mój inglisz miewa się conajmniej źle.
Muszę tylko rozkminić ten śliczny warkocz, opanować ścieg patentowy i mogę działać.
Może na święta skończę i będę miała w czym na Wigilii wystąpić.
Skacząc z tematu na temat chcę bardzo podziękować za miłe słowa pod adresem rękawiczek z klapką.
Rękawiczki jednak nie doczekają się kompletu w postaci czapki. Wszak włóczka jak na moje delikatne cielsko zdaje się być zbyt "dożarta". Ale nic tu straconego. Posiadam bowiem w swoich zasobach okrycie głowy w prawie identycznym odcieniu, więc mogę traktować sprawę za skompletowaną.
To chyba by było na tyle.
Wracam zatem przed okno z nadzieją patrząc w przyszłość dziewiarską.
niedziela, 4 listopada 2012
Rękawiczki z klapką
Urlop służy dzierganiu.
To każdy dziergający wie.
A jak łapy marzną, to druty się same pchają w ręce.
Miały być pięciopalcztki. Ale po zrobieniu kciuka uznałam, że włóczka jest za gruba i popełniłam klapkę.
Całość bardzo prosta, wykończona jedynie ściągaczem.
I tak sobie myślę, że do kompletu wypadałoby czapkę.
Wzór: radosna improwizacja
Druty: 3,5mm
Włóczka: Trachtenwolle Schachenmayr, wełenki 63% -liczę więc, że będą grzać. Zużyłam ok. 50g.
Tymczasem sweterki zaczęte dawno temu dalej jeżą i kwiczą bo nie mam pomysłu na wykończenie :/
To każdy dziergający wie.
A jak łapy marzną, to druty się same pchają w ręce.
Miały być pięciopalcztki. Ale po zrobieniu kciuka uznałam, że włóczka jest za gruba i popełniłam klapkę.
Całość bardzo prosta, wykończona jedynie ściągaczem.
I tak sobie myślę, że do kompletu wypadałoby czapkę.
Wzór: radosna improwizacja
Druty: 3,5mm
Włóczka: Trachtenwolle Schachenmayr, wełenki 63% -liczę więc, że będą grzać. Zużyłam ok. 50g.
Tymczasem sweterki zaczęte dawno temu dalej jeżą i kwiczą bo nie mam pomysłu na wykończenie :/
sobota, 20 października 2012
Chaber w wersji natural color
Dawno, dawno temu, a z jakieś 3 a może i 4 miesiące temu, dostałam do testowania wzór Chabra od Mao.
Nie dość, że moje podboje testowe trwały w nieskończoność, to jeszcze chyba zrobiłam rozmiar mniejszy niż zamierzałam. No i odrobinkę przerobiłam rękawy, bom się rozpędziła w tm robieniu na okrągło i nim się zorientowałam to były już tak długie, że żal mi było pruć.
Nie zmienia to faktu, że wzór rozpisany jest tradycyjnie czyli perfekcyjnie i już go można nabyć we właściwym miejscu KLIK.
Oczywiście zachęcam, bo jest strasznie kobiecy i na czasie :)
A teraz wizualnie i oczywiście bez głowy ;)
O na zdjęciu powyżej widać w tle czym się dziś na działce zajmowaliśmy :) (szczegóły pojawią się chyba jeszcze dziś w moim drugim miejscu sieciowym)
Może być też z paseczkiem
I moja ulubiona odsłona. Śliczny, delikatny wzorek na ramieniu, wydłubany moją ulubioną metodą :)
Danych technicznych nie podam wszak to drugie życie tej włóczki i nie mam zielonego pojęcie co to było (na pewno akryl z odrobinką moheru), a tym bardziej ile.
Ale i tak bywa.
Tymczasem, bardzom zadowolona, że coś w końcu wydziergałam do końca.
A że jutro niedziela, to i drugi projekt leżący od pół roku ma szanse na zakończenie.
Ciepłego popołudnia.
Nie dość, że moje podboje testowe trwały w nieskończoność, to jeszcze chyba zrobiłam rozmiar mniejszy niż zamierzałam. No i odrobinkę przerobiłam rękawy, bom się rozpędziła w tm robieniu na okrągło i nim się zorientowałam to były już tak długie, że żal mi było pruć.
Nie zmienia to faktu, że wzór rozpisany jest tradycyjnie czyli perfekcyjnie i już go można nabyć we właściwym miejscu KLIK.
Oczywiście zachęcam, bo jest strasznie kobiecy i na czasie :)
A teraz wizualnie i oczywiście bez głowy ;)
O na zdjęciu powyżej widać w tle czym się dziś na działce zajmowaliśmy :) (szczegóły pojawią się chyba jeszcze dziś w moim drugim miejscu sieciowym)
Może być też z paseczkiem
I moja ulubiona odsłona. Śliczny, delikatny wzorek na ramieniu, wydłubany moją ulubioną metodą :)
Danych technicznych nie podam wszak to drugie życie tej włóczki i nie mam zielonego pojęcie co to było (na pewno akryl z odrobinką moheru), a tym bardziej ile.
Ale i tak bywa.
Tymczasem, bardzom zadowolona, że coś w końcu wydziergałam do końca.
A że jutro niedziela, to i drugi projekt leżący od pół roku ma szanse na zakończenie.
Ciepłego popołudnia.
wtorek, 9 października 2012
WHY!!!!
Jak tu nie pogłębiać swoich dzianych uzależnień
amiqs otworzyli stacjonarnie w Krakowie !!
I to gdzie? Cztery przystanki tramwajkiem ode mnie.
Nawet jak by była katastrofa komunikacyjna, to na buta dotrę w 30 minut. Spacerkiem. A pędem to i w 20!
O zgrozo.
I to w momencie kiedy nie mogę, choć bym nie wiem jak chciała, nie mogę kupować więcej włóczek. Zwłaszcza takich exkluziv !!!
Nie będę o tym myśleć. A tym bardziej jeździć Bronowicką !
Wybaczcie musiałam podzielić się bólem egzystencjalnym.
amiqs otworzyli stacjonarnie w Krakowie !!
I to gdzie? Cztery przystanki tramwajkiem ode mnie.
Nawet jak by była katastrofa komunikacyjna, to na buta dotrę w 30 minut. Spacerkiem. A pędem to i w 20!
O zgrozo.
I to w momencie kiedy nie mogę, choć bym nie wiem jak chciała, nie mogę kupować więcej włóczek. Zwłaszcza takich exkluziv !!!
Nie będę o tym myśleć. A tym bardziej jeździć Bronowicką !
Wybaczcie musiałam podzielić się bólem egzystencjalnym.
sobota, 29 września 2012
Czasami...
... jeszcze udaje mi się wziąć do ręki druty.
Czasami.
Choć czasu mało. Ostatnio moje... nasze życie krąży intensywnie dookoła innej dziedziny codzinności.
Pozostaje mi czekać na ostre mrozy i być może wtedy nadgonię moje dziane zaległości.
Tymczasem, częściej będzie można mnie spotkać TU
Mam nadzieję, że będziecie mnie nawiedzać pomimo braku nowości drucianych ;P . Ja w każdym razie patrzę na Was okiem wirtualnym.
Niech druty będą z Wami, dziergaczki.
P.S. Mam rozgrzebane 4 projekty, więc kto wie... może za miesiąc się i tu odezwę :)
czwartek, 2 sierpnia 2012
Księga Gości i coś...
Pamiętacie moje zaproszeniowe wypociny ?
Miałam popełnić do kompletu Księgę Gości Weselnych.
Trochę to trwało, ale zdążyłam. Wesele DOPIERO za trzy tygodnie :D
Gotowa prezentuje się tak
Jest gabarytów naturalnych formatu prawie A4 (nie jak moja testowa wersja fuksjowa)
W środku wkładka z podziękowaniem dla Gości i zaproszeniem to pisania w tonacji i z detalem przeniesionym z zaproszeń. W końcu to komplet!
I boczek, na którym po krzywiznach ;) można się domyślić, że ów jest wynikiem pracy rąk niedoświadczonej papierocholiczki
Młodzi nie wiedzą jeszcze co ich czeka, więc mam nadzieję, że chociaż będą udawać zadowolonych ;)
A na koniec, owoce moich balkonowo-ogrodniczych podobjów
Chyba będzie leczo :)
Miłego popołudnia.
środa, 1 sierpnia 2012
Pastelowe Candy rozlosowane
Dziękuję wszystkim serdecznie za urodzinowe życzliwości.
Tylu komentarzy to jeszcze tu nie widziałam :P
Nie przedłużając...
Losy zostały wydrukowane i pociachane
Wszystkie trafiły do maszyny losującej
Zasłoniono patrzały, żeby nie podglądały
Mieszamy, mieszamy, mieszamy
I oto mamy jednego zwijaka
Chwila napięcia
pamparapaaaammmmm
i miętowe smakołyki teleportują się do...
Trikada
Bardzo mocno gratuluję
Pędzę Cię powiadomić i czekam na qntakt w sprawie nadania przesyłki
Wszystkim bardzo dzięki za udział w Pastelowej zabawie
cohenna Twój komentarz uleciał z listy i powędrował do skrzynki spam Nie wiem dlaczego. Niemniej mogę Cię jedynie zapewnić, że Twój ostatni został razem z innymi wrzucony do maszyny losującej.
P.S. już jest na swoim miejscu
Owocnego popołudnia i do następnego.
środa, 18 lipca 2012
Pastelowe Candy
Podobno miętowy to kolor sezonu`12
Podobno też mięta orzeźwia ;)
Podobno stuknęły mi również dwa latka blogowania -->> kiedy ?!?
Zatem na to upalne lato, dla orzeźwienia i lansu modowego do przysposobienia cukierasy w postaci czterech moteczków bawełny Naomi w kolorze miętowym łącznie 400g
Zasady Candy jak zawsze i wszędzie:
- zostaw komentarz pod tym postem wyrażając chęć wzięcia udziału w losowaniu
- wrzuć info na swoim blogu jeśli go posiadasz (jak mi się zechcę to będę sprawdzać ;P)
- jeżeli nie prowadzisz bloga zostaw w komentarzu e-mail
Komentarze można zostawiać do 31 lipca br
Losowanie 1 sierpnia
Dobrego wieczoru
Subskrybuj:
Posty (Atom)

