Nosi mnie.
A jak mnie nosi to mam tak, że bardzo bym chciała, najchętniej wszystko na raz, wyśmienicie wiem co, ale nie do końca wiem jak się za to zabrać.
A tu codzienność kroi się następująco.
Obecnie trwa drugi tydzień mojego urlopu - w najbliższy poniedziałek powracam do zawodowej rzeczywistości i aż trzęsie mnie na myśl ile tam roboty na mnie czeka.
Na działce nic nie dłubię, bo pogoda nie rozpieszcza, a o zdrowie też trzeba dbać.
Siedzę zatem w oknie i jak babcia emerytka (nikomu nie ubliżając) przeszywającym wzrokiem gapię się w dal obserwując uwijających się robotników.
A przecież w trakcie tej bezproduktywnej obserwacji można by sobie drutkami machać (wszak tyle rzeczy do skończenia, a jeszcze więcej do rozpoczęcia), księgę gości weselnych oprawiać (bo nie wspominałam że ÓW - klik w czasie dwudniowego wesela zostało przez gości tak namiętnie wymacane, że nawet gdzieś na okładce znajdują się ślady szminki; toteż wzięłam na klatę sprawę wymiany okładki co nie jest łatwym zadaniem, bo jedna cioteczka postanowiła swój wpis popełnić na stronicy która stanowi integralną część właśnie owej okładki), wykorzystać w sposób bliżej nieokreślony zakupioną dwa miesiące temu farbę tablicową, wyprodukować w końcu tom stanowiący próbnik włóczkowy ( ten chodzi mi po głowie od kiedy zakupiłam pierwszą włóczkę, wolę sobie nie przypominać kiedy to było)...
Tak bym sobie mogła jeszcze popunktować ale wolę się nie dobijać.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to nawrót lekko bolącego nadgarstka. Ale przecież tylko lekko.Nie bardzo. Więc z tym da się żyć / dziergać.
Wnioski nasuwają się same i są druzgocące!
Najzwyczajniej w świecie marnotrawię cenny czas.
I wcale się nad sobą nie użalam. O nie. Powyższe moje wypociny traktuję jako publiczne samobiczowanie, które mam nadzieję zmusi mnie w końcu do działania.
A działać jest po co, bo mi dziś na R... w oko wpadło cacko jedno. W zasadzie to nie tylko jedno, ale śmiem twierdzić, że akuratnie na to posiadam w swoich zasobach właściwą włóczkę w kolorze obłędnego ciemnego turkusu. Albo szmaragdu, sama nie wiem (czasami czuję się jak facet nie odróżniający czerwieni od maliny).
W tym mijescu nastąpi prazentacja.
Tadadammm
Wzór to Rpsamund`s Cardigan by Andrea Pomerantz - do nabycia ot TU - klik
Ja oczywista, planuje owe popełnić z obrazka. Wszak po cóż mi nabywać wzór skoro mój inglisz miewa się conajmniej źle.
Muszę tylko rozkminić ten śliczny warkocz, opanować ścieg patentowy i mogę działać.
Może na święta skończę i będę miała w czym na Wigilii wystąpić.
Skacząc z tematu na temat chcę bardzo podziękować za miłe słowa pod adresem rękawiczek z klapką.
Rękawiczki jednak nie doczekają się kompletu w postaci czapki. Wszak włóczka jak na moje delikatne cielsko zdaje się być zbyt "dożarta". Ale nic tu straconego. Posiadam bowiem w swoich zasobach okrycie głowy w prawie identycznym odcieniu, więc mogę traktować sprawę za skompletowaną.
To chyba by było na tyle.
Wracam zatem przed okno z nadzieją patrząc w przyszłość dziewiarską.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 listopada 2012
sobota, 28 kwietnia 2012
Coś jakgdyby...
... jestem, a jednak mnie nie ma... siedzę sobie godzinami na działce i oddaje się urokom wiosennej walki z chwastami, stawiania ogrodzenia, palenia patyczków i łamania łopat...
... dziergam, ale z marnymi efektami... koronkowy mnie przerósł, bom popełniła duży błąd nabierając oczka a podczas przymiarek naiwnie wierzyłam, że jakoś to będzie... nie jest... chyba będę musiała się Was poradzić co z tym fantem zrobić...
... produkuję, ale nie mam zdjęć... a jak będę miała to pokażę :)...
A na zupełnie poważnie szukając inspiracji letnich trafiam do Kim H. i wpadam po uszy w INDIGO
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Podwójne wyznanie miłości
Ileż to już razy wielbiłam pewne magiczne miejsce gdzie za śmieszne pieniądze upolować można niezłe cacka. Nie tylko ciuchowe.
Ot kolejne efekty pewnej wizyty.
700g czystej wełenki. Mięciutkiej, milutkiej, cieplutkiej. Aż chce się tulać. I to wszystko za całe 19 zł z groszami :)
A ot, pewne cacko, które planuje z niej popełnić
Wzór Jacqueline by Karina Liu dostępny free TU lub TU
Tylko nim ja to przetłumaczę... Żebym miała tyle cierpliwości i samozaparcia co dobrych chęci :)
Mam pewne obawy, że ten wzór przy mojej wełence może wiele stracić, bo jest dużo cieńsza. Ale jakby tak z podwójnej?
Ot kolejne efekty pewnej wizyty.
700g czystej wełenki. Mięciutkiej, milutkiej, cieplutkiej. Aż chce się tulać. I to wszystko za całe 19 zł z groszami :)
A ot, pewne cacko, które planuje z niej popełnić
Wzór Jacqueline by Karina Liu dostępny free TU lub TU
Tylko nim ja to przetłumaczę... Żebym miała tyle cierpliwości i samozaparcia co dobrych chęci :)
Mam pewne obawy, że ten wzór przy mojej wełence może wiele stracić, bo jest dużo cieńsza. Ale jakby tak z podwójnej?
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Ciemny turkus i kawa raz
Serwuję kawę
i zapraszam na seans zdjęciowy
Co ja się będę rozpisywać. Strasznie lubię mojego turkusa bo ma boski kolor (którego oczywista fotki nie oddają) i jest strasznie wygodny. Do tego obłędnie miła i miękka włóczka i mamy full zadowolenia z ostatnich tygodni dziergania.
Miałam obawy guzikowe, bo podczas wykończenia dekoltu uświadomiłam sobie że owych brak. Ale od czego ma się magiczną skrzyneczkę, w której guziki się mnożą.
Tak miałam AŻ wybór, który ostatecznie padł na te pierwsze od lewej.
Wzór: dziergane na żywioł wzorowane na (klik), wzór ażuru wygrzebany z jednej gazetki.
Druty: KP 4,0 mm, 3,5 mm ściągacz
Włóczka: Hilmalaya Mercan kolor 24, zużyłam 3 motki (300g) i ciut
Przydatne techniki: oczywiście max bezszwowo tj. rękawy wrabiane od góry, ramiona sczepione, elastyczny ściągacz. Miałam szatański plan wrobienia guzików, ale co bym zrobiła z dziurą gdyby mi się guzik urwał ?
Muszę jeszcze odrobinkę obszyć dziurki na guzki bo mi wyszły za luźne i będzie cacy.
A że druty próżni nie lubią znalazłam w sieci
Spring Garden Tee by Alana Dakos
Lace Cardi by Courtney Kelley z Vogue Knitting Sprin/Summer 2011
I to by było na tyle.
i zapraszam na seans zdjęciowy
Co ja się będę rozpisywać. Strasznie lubię mojego turkusa bo ma boski kolor (którego oczywista fotki nie oddają) i jest strasznie wygodny. Do tego obłędnie miła i miękka włóczka i mamy full zadowolenia z ostatnich tygodni dziergania.
Miałam obawy guzikowe, bo podczas wykończenia dekoltu uświadomiłam sobie że owych brak. Ale od czego ma się magiczną skrzyneczkę, w której guziki się mnożą.
Tak miałam AŻ wybór, który ostatecznie padł na te pierwsze od lewej.
Wzór: dziergane na żywioł wzorowane na (klik), wzór ażuru wygrzebany z jednej gazetki.
Druty: KP 4,0 mm, 3,5 mm ściągacz
Włóczka: Hilmalaya Mercan kolor 24, zużyłam 3 motki (300g) i ciut
Przydatne techniki: oczywiście max bezszwowo tj. rękawy wrabiane od góry, ramiona sczepione, elastyczny ściągacz. Miałam szatański plan wrobienia guzików, ale co bym zrobiła z dziurą gdyby mi się guzik urwał ?
Muszę jeszcze odrobinkę obszyć dziurki na guzki bo mi wyszły za luźne i będzie cacy.
A że druty próżni nie lubią znalazłam w sieci
Spring Garden Tee by Alana Dakos
Lace Cardi by Courtney Kelley z Vogue Knitting Sprin/Summer 2011
I to by było na tyle.
czwartek, 28 lipca 2011
Zainspirowana
W pewnym miejscu w sieci (klik) pewna miła dusza (klik) podrzuciła pewną inspirację

Trochę to trwało nim uznałam właściwą włóczkę za właściwą. A teraz dziergam. I jest już tego tyleeee.

Ażurek:

I ostatnie markery w akcji:

Zostało trochę ponad połowę pokroju pach i rękawki. I oczywiście dylematy guzikowe.
Coś mi ostatnio do gusty przypadły okrągłe dekolty.
Miłego dzionka.

Trochę to trwało nim uznałam właściwą włóczkę za właściwą. A teraz dziergam. I jest już tego tyleeee.
Ażurek:
I ostatnie markery w akcji:
Zostało trochę ponad połowę pokroju pach i rękawki. I oczywiście dylematy guzikowe.
Coś mi ostatnio do gusty przypadły okrągłe dekolty.
Miłego dzionka.
środa, 6 kwietnia 2011
Tak sobie piszę i echhh...
Pracownia na Kaszubach, asi mam nadzieję, że moje wypociny są czytelne i na coś się przydadzą :)
Antosia, malaala, Antonina, Lucynka, Brahdelt, :* bardzo dziękuję za wsparcie medyczne. Od każdej z Was wzięłam sobie coś do serca. W ruch poszły wszelkie farmakologiczne smarowidła i uwaga... gęsi smalec! Nie łatwo go kupić, ale od czego ma się wszędobylską mamuśkę :) Do tego opaska ucikowa, odstawka druciana (oj nie było łatwo!!!) i od niedzieli jestem znów pełnowartościowa :) Wczoraj nawet zrobiłam kilkuminutowe podejście do drutów, dzisiaj planuję kilka minut dłużej i myślę, że będzie OK.
Przy okazji znowu mój organizm udowodnił, że jest włóczkowo uzależniony. Przeczesałam chyba dosłownie cały internet i co ja pięknych sweterków tam znalazłam, echh....
Jest jeszcze jedna rzecz. Nie chadzam w sukienkach/spódnicach i niczym innym co odsłania nogi. Ale na Ravelry natrafiłam na cacko, które nawet ja chciałabym mieć.
Dzielę się więc:


Projekt Miss Brooks by Sarah Wilson, do nabycia TU
Antosia, malaala, Antonina, Lucynka, Brahdelt, :* bardzo dziękuję za wsparcie medyczne. Od każdej z Was wzięłam sobie coś do serca. W ruch poszły wszelkie farmakologiczne smarowidła i uwaga... gęsi smalec! Nie łatwo go kupić, ale od czego ma się wszędobylską mamuśkę :) Do tego opaska ucikowa, odstawka druciana (oj nie było łatwo!!!) i od niedzieli jestem znów pełnowartościowa :) Wczoraj nawet zrobiłam kilkuminutowe podejście do drutów, dzisiaj planuję kilka minut dłużej i myślę, że będzie OK.
Przy okazji znowu mój organizm udowodnił, że jest włóczkowo uzależniony. Przeczesałam chyba dosłownie cały internet i co ja pięknych sweterków tam znalazłam, echh....
Jest jeszcze jedna rzecz. Nie chadzam w sukienkach/spódnicach i niczym innym co odsłania nogi. Ale na Ravelry natrafiłam na cacko, które nawet ja chciałabym mieć.
Dzielę się więc:


Projekt Miss Brooks by Sarah Wilson, do nabycia TU
czwartek, 30 grudnia 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
Zimowo cd.
Monotonnie pędzi moje życie. Dziergając dalej w tonie zimowym, ale czemu tu się dziwić. W sobotę zaciągnęło mroźnym powietrzem, to na głowę wciągnęłam nową czapę w komplecie z rękawiczkami z poprzedniego postu :)Może urodą nie powala i jest ciut przyciasna :), ale jest moja, jest ciepła i kolorowa. I wygląda tak:



Na komplet zużyłam ok. 150 g włóczki, więc zostało mi jeszcze pół motka. Mam wobec tego szatański plan popełnienia szyjogrzeja. Wtedy komplet będzie kompletny.
A żeby nie było, że dłubię "egoistycznie", są też rybackie ocieplacze a ręce dla męża, o które prosił przez dwa miesiące. Według zlecenia miało być to coś na styl rękawiczek jednopalcowych, ale z wolnym dostępem do wszystkich palców bez konieczności zdejmowania, a jednocześnie maksymalnie ciepłe i zabudowane... Zrobiłam wobec tego "niedorobione rękawiczki" vel "przerobione minetki", a mąż się cieszy. Jak niewiele potrzeba do szczęścia mężczyźnie ;)
Na modelu, bez wędki


Zeszła niewielka ilość włóczki z domieszką wełny. Liczę więc na właściwości cieplne, w przeciwieństwie do skuteczności moich próśb o porzucenie wędki przez męża w takiej temperaturze.
Wczorajszy wieczór poświęciłam z kolei na wysiłki intelektualne co do kolejnego "czegoś". Efektem jest mało zgrabny "projekt" sweterka z oczekującej od dawna musztardowej First Class. Narzuciłam ponad 200 oczek i dłubię ściągacz. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Po za tym w głowie kłębią się kolejne dwa sweterki, ale włóczki odpowiedniej nie mam, a obiecałam sobie, że nie zamówię nic póki nie spożytkuję min. 500 g tego co jest w domu. I zamierzam wytrwać!
Oczywiście nie mowa tu o dodatkowych żyłkach KP ;P
A na koniec małe co nieco w ramach "w sieci znalezione" by Stefanel za jedyne 680 zł !

Kolorowych, powyborczych snów :)
Na komplet zużyłam ok. 150 g włóczki, więc zostało mi jeszcze pół motka. Mam wobec tego szatański plan popełnienia szyjogrzeja. Wtedy komplet będzie kompletny.
A żeby nie było, że dłubię "egoistycznie", są też rybackie ocieplacze a ręce dla męża, o które prosił przez dwa miesiące. Według zlecenia miało być to coś na styl rękawiczek jednopalcowych, ale z wolnym dostępem do wszystkich palców bez konieczności zdejmowania, a jednocześnie maksymalnie ciepłe i zabudowane... Zrobiłam wobec tego "niedorobione rękawiczki" vel "przerobione minetki", a mąż się cieszy. Jak niewiele potrzeba do szczęścia mężczyźnie ;)
Na modelu, bez wędki
Zeszła niewielka ilość włóczki z domieszką wełny. Liczę więc na właściwości cieplne, w przeciwieństwie do skuteczności moich próśb o porzucenie wędki przez męża w takiej temperaturze.
Wczorajszy wieczór poświęciłam z kolei na wysiłki intelektualne co do kolejnego "czegoś". Efektem jest mało zgrabny "projekt" sweterka z oczekującej od dawna musztardowej First Class. Narzuciłam ponad 200 oczek i dłubię ściągacz. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Po za tym w głowie kłębią się kolejne dwa sweterki, ale włóczki odpowiedniej nie mam, a obiecałam sobie, że nie zamówię nic póki nie spożytkuję min. 500 g tego co jest w domu. I zamierzam wytrwać!
Oczywiście nie mowa tu o dodatkowych żyłkach KP ;P
A na koniec małe co nieco w ramach "w sieci znalezione" by Stefanel za jedyne 680 zł !
Kolorowych, powyborczych snów :)
piątek, 24 września 2010
Dowody uzależnienia?
Kiedyś idąc do sklepu na zakupy ciuchowe, cudem było gdy coś mi w oko wpadło i mogłam kupić. Teraz idę do sklepu podoba mi się wszystko (no może prawie wszystko... no mnoże wiele), ale zamiast wyciągnąć portfel, zapłacić i wiać zadowolona z nowego nabytku, ja stoje jak ta głupia i patrze jak to ten sweterek jest zrobiony~~~~ :0~~~~
Efekt, wczoraj odpuściłam śliczne wdzianko za jedyne 24 zł bo uznałam że zrobie sobie sama!
Brakuje mi w domu jeszcze maszyny do szycia o której marzę od dawna, a już do końca życia będę chodziła do sklapów w poszukiwaniu inspiracji.
I tak wczoraj po powrocie do domu dosiałam kompa i zaczęłam grzebać.
I znalazłam inspiracje sweterkowe o TU :D


No i jeszcze ten wczorajszy sweterek w głowie, który drąży mi tam wielką dziurę i wkręca plan zakupu milusiej włóczki i rozpoczęcia pracy. Ale w kolejce pierwszeństwa jeszcze pasiasty bez jednego rękawa, sweterek dla rocznej Julki, kołnierz na zimę dla męża, rękawiczki dla mnie.... można wymieniać.
Inna sprawa. Doznałam wczoraj szoku w trzech kolejnych pasmanteriach na krakowskich ulicach panie nie wiedziały co to są druty do skarpet. Jednej nawet musiałam tłumaczyć jak one wyglądają. Heloooooł... I jak tu nie robić zakupów w sieci?!
A teraz, żeby nie było, że tylko internet albo druty, idę przygotowywać słoiki na pomidory.
Efekt, wczoraj odpuściłam śliczne wdzianko za jedyne 24 zł bo uznałam że zrobie sobie sama!
Brakuje mi w domu jeszcze maszyny do szycia o której marzę od dawna, a już do końca życia będę chodziła do sklapów w poszukiwaniu inspiracji.
I tak wczoraj po powrocie do domu dosiałam kompa i zaczęłam grzebać.
I znalazłam inspiracje sweterkowe o TU :D
Inna sprawa. Doznałam wczoraj szoku w trzech kolejnych pasmanteriach na krakowskich ulicach panie nie wiedziały co to są druty do skarpet. Jednej nawet musiałam tłumaczyć jak one wyglądają. Heloooooł... I jak tu nie robić zakupów w sieci?!
A teraz, żeby nie było, że tylko internet albo druty, idę przygotowywać słoiki na pomidory.
niedziela, 5 września 2010
W poszukiwaniu natchnienia...
...oczywiście wylądowałam na picassie. Tam Ci gazetek pod dostatkiem, a w gazetkach takie cuda że oczy bolą. To żeby czasu nie marnować na pisanie wklejam.
Model z Layette chyba 2002

Pszczółka mnie zwyczajnie rozwaliła. Opisu oczywiście nie przetłumaczę, bo ani zdolności językowych ani czasu nie mam. Po prostu spróbuję zrobić coś co choć troszkę podobne będzie.
Być może zmienię kolory, choć nie wiem czy aby zielone lub niebieskie "tło" i czarno-żółta pszczoła nie doprowadzą do oczopląsu.
A może znajdę jeszcze coś...
Model z Layette chyba 2002

Pszczółka mnie zwyczajnie rozwaliła. Opisu oczywiście nie przetłumaczę, bo ani zdolności językowych ani czasu nie mam. Po prostu spróbuję zrobić coś co choć troszkę podobne będzie.
Być może zmienię kolory, choć nie wiem czy aby zielone lub niebieskie "tło" i czarno-żółta pszczoła nie doprowadzą do oczopląsu.
A może znajdę jeszcze coś...
sobota, 4 września 2010
Dziękuję i działam....
Po pierwsze, bardzo, bardzo dziękuję Marcie za podzielenie się przepisem na Rudzielca. Co więcej chę go zrobić. Muszę jedynie zebrać wszystkie siły, znaleźć troszkę czasu i odpowiednią włóczkę.
Tymczasem dostałam zlecenie na wykonanie jakiegoś sweterka dla rocznej dziewczynki. I muszę działać szybko, bo roczek już za miesiąc. W głowie pustka, czekam na natchnienie.
A w toku. Z pewną nieśmiałością zabrałam się za niebieskie Merino z wcześniejszego postu.

Plan: coś a`la bolerko z krótkim rękawkiem.
Realizacja: idzie powoli, bo włóczka cieniutka, a wykonanie to czysta improwizacja.
Mam nawet obawy, że skończy się na rzuceniu w kąt albo pruciu.
W każdym razie, trochę z innej beczki, ale jednak na temat. Byłam dziś na shoppingu i miałam nabyć butki jesienne, a wróciłam owszem z butami nawet 2 pary obie... uwaga... dla męża (znaczy byłam z mężem, nie żebym mu zaocznie buty kupowała ;P ), dla mnie butów brak. Za to:

I tak oto oglądam cuda jakie się tan znajdują i dochodzę do wniosku, że się zakochałam w:



No i dylemat mam. Bo wszystkie trzy urocze, ale wszystkich się boję, bo ja z ażurami to dotychczas miałam mało do czynienia. Jedynie w zasadzie wydłubałam to:

właśnie na potrzeby mojego sweterka-bolerka. I myślałam nawet, że jako początkująca to przy tym zostanę. Ale po dzisiejszej lekturze to już jest za proste, za mało skomplikowane, zbyt banalne, chce czegoś więcej, chce się nauczyć.
No to pędzę po włóczkę, drutki i robię kolejne próbki ażurowe.
Tymczasem dostałam zlecenie na wykonanie jakiegoś sweterka dla rocznej dziewczynki. I muszę działać szybko, bo roczek już za miesiąc. W głowie pustka, czekam na natchnienie.
A w toku. Z pewną nieśmiałością zabrałam się za niebieskie Merino z wcześniejszego postu.
Plan: coś a`la bolerko z krótkim rękawkiem.
Realizacja: idzie powoli, bo włóczka cieniutka, a wykonanie to czysta improwizacja.
Mam nawet obawy, że skończy się na rzuceniu w kąt albo pruciu.
W każdym razie, trochę z innej beczki, ale jednak na temat. Byłam dziś na shoppingu i miałam nabyć butki jesienne, a wróciłam owszem z butami nawet 2 pary obie... uwaga... dla męża (znaczy byłam z mężem, nie żebym mu zaocznie buty kupowała ;P ), dla mnie butów brak. Za to:
I tak oto oglądam cuda jakie się tan znajdują i dochodzę do wniosku, że się zakochałam w:
No i dylemat mam. Bo wszystkie trzy urocze, ale wszystkich się boję, bo ja z ażurami to dotychczas miałam mało do czynienia. Jedynie w zasadzie wydłubałam to:
właśnie na potrzeby mojego sweterka-bolerka. I myślałam nawet, że jako początkująca to przy tym zostanę. Ale po dzisiejszej lekturze to już jest za proste, za mało skomplikowane, zbyt banalne, chce czegoś więcej, chce się nauczyć.
No to pędzę po włóczkę, drutki i robię kolejne próbki ażurowe.
środa, 18 sierpnia 2010
Małe, miękkie grzeszki
Tak czasami mam, że nachodzi mnie szaleństwo ciuchowe i atakuję osiedlowy szmateks. A ten wyjątkowo lubię, bo nie dość tego, że mam go pod nosem, to jeszcze bywa świetnie zaopatrzony w... dadadadammm artykuły dziewiarskie. Na czele wybijają się pojedyncze motki włóczek jeszcze z banderolkami oraz całe kosze resztówek. Czasami jednak szczęśliwy los pcha mnie do mojego szteksu, a tam badzo miła Pani na pytanie o większą partię włóczki, wyciąga z pod lady jakieś cacka.
I tak, znowu upolowałam. Uno biały megamotek, jedyne 200g mięciutkiej wagi. W dotyku stawiam na akryl. Sama za bielą nie przepadam, ale myślę że ma jakiegoś ciuszka-maluszka się nada.

A po due pięć moteczków wełenki, bardzo delikatnej na druty 3,5-4,0 w uroczym kolorze intensywnym niebieskim (niestety zdjęcia, jak to często bywa, nie oddają rzeczywistej barwy). I tu dylemat mam. Bo niby jest tego jedyne 250 g, jednak zdarzyło mi się już tak, że z ok. 100-150 zrobiłam lekki sweterek/bezrękawnik. Jeżeli wierzyć producentowi na sweterek rozmiar 38-40 powinno zejść ok. 400 g. A ponieważ myślę nad czymś a`la bolerko, może z krótkim rękawkiem (ewentualnie 3/4) i najlepiej z lekkim ażurkiem...
Coś w stylu Anais lub Blossom od Kim H.


Cóż, plany ambitne. Trzeba tylko zebrać się w sobie, rozszyfrować anglojęzyczne hasła i wydziergać. Phi, łatwizna !!!
I tak, znowu upolowałam. Uno biały megamotek, jedyne 200g mięciutkiej wagi. W dotyku stawiam na akryl. Sama za bielą nie przepadam, ale myślę że ma jakiegoś ciuszka-maluszka się nada.
A po due pięć moteczków wełenki, bardzo delikatnej na druty 3,5-4,0 w uroczym kolorze intensywnym niebieskim (niestety zdjęcia, jak to często bywa, nie oddają rzeczywistej barwy). I tu dylemat mam. Bo niby jest tego jedyne 250 g, jednak zdarzyło mi się już tak, że z ok. 100-150 zrobiłam lekki sweterek/bezrękawnik. Jeżeli wierzyć producentowi na sweterek rozmiar 38-40 powinno zejść ok. 400 g. A ponieważ myślę nad czymś a`la bolerko, może z krótkim rękawkiem (ewentualnie 3/4) i najlepiej z lekkim ażurkiem...
Coś w stylu Anais lub Blossom od Kim H.


Cóż, plany ambitne. Trzeba tylko zebrać się w sobie, rozszyfrować anglojęzyczne hasła i wydziergać. Phi, łatwizna !!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






