Nie, nie znalazłam żadnego sklepu z dostępną włóczką z postu poniżej.
Jest lepiej.
Co zrobić aby zaległa robótka, z przeznaczeniem na prucie powstała z popiołu?
1.Weź własną mamuśkę będącą aktualnie w szaleńczej irytacji na pracę, zepsutą lodówkę, paskudną pogodę, cokolwiek.
2.Wpuść mamuśkę w takim stanie do pokoju, w którym panuje lekko mówiąc nieład.
3.Zwiń nogi za pas i zaszyj się na pół dnia na budowie.
Po powrocie w pokoju zastaniesz:
1.Zmęczoną ale wyżytą i szczęśliwą mamuśkę
2.Posprzątany pokój.
3.Dwa kłębuszki włóczki, której brakuje do skończenia sweterka !!!!
Nie wiem jak, kiedy i dlaczego.
Nie chcę wiedzieć.
Grunt że mam włóczkę i są jakieś tam szanse aby sweterek jednak nie stał się na powrót kłębuszkiem bezużytecznej włóczki.
Musze co prawda spruć rękaw bo okazał się być niepopranie wrobionym w resztę całości.
Ale to nieistotne.
Poświęcę się .
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na drutach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na drutach. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
Przepraszam, ale dziewiarski shit
Wiem, wiem.
Ostatnio więcej narzekam niż dziergam.
Choć nie, więcej narzekam niż mogę dziergać.
Bo pominąwszy tematykę mojego drugiego miejsca w sieci i całego szaleństwa, który w okół niego się odbywa, to ja naprawde mam chęci drutować.
Więcej, ja drutuję.
Do tego stopnia drutuję, że czerwone z poprzedniego wpisu osiągnęło jakiś czas temu rozmiary robótki niemalże finish`ującej.
Niemalże.
Bo ostatnio normą moich robótek jest fakt że im bliżej końca to mi się kończy włóczka.
Bo i wpadam do sieci, szukam i co? I nie znajduję.
Normalnie wielki shit
Brak innych słów.
Tak oto mam dwa rozgrzebane sweterki, którym brakuje dosłownie rękawa i minimum perspektyw na upolowanie włóczki.
Się mi odechciewa.
Ostatnio więcej narzekam niż dziergam.
Choć nie, więcej narzekam niż mogę dziergać.
Bo pominąwszy tematykę mojego drugiego miejsca w sieci i całego szaleństwa, który w okół niego się odbywa, to ja naprawde mam chęci drutować.
Więcej, ja drutuję.
Do tego stopnia drutuję, że czerwone z poprzedniego wpisu osiągnęło jakiś czas temu rozmiary robótki niemalże finish`ującej.
Niemalże.
Bo ostatnio normą moich robótek jest fakt że im bliżej końca to mi się kończy włóczka.
Bo i wpadam do sieci, szukam i co? I nie znajduję.
Normalnie wielki shit
Brak innych słów.
Tak oto mam dwa rozgrzebane sweterki, którym brakuje dosłownie rękawa i minimum perspektyw na upolowanie włóczki.
Się mi odechciewa.
wtorek, 7 maja 2013
Krótki wywód nt. wpływu pogody na przyrosty dzienne dziergaczki :)
Phi, też mi filozofia.
Zasada z zasady jest prosta. Żeby nie rzec zasadna.
Jak pada to się dzieci nudzą.
A jak się nudzą to łapią w ręce co popadnie.
Tak oto mój dzierwiarski honor dzięki pogodzie można uznać za ocalony.
Długi majowy weekend wcale taki długi nie był, bom czwartek w pracy za biurkiem spędziła.
Niemniej te kilka minionych dni dzięki obfitości kropel deszczu zasadniczo spowodowało intensywne prace machacze
Nie muszę chyba wskazywać, że w tej intensywności tak się rozpędziłam, że po przerobieniu bagatelka 60 rządków machanych na okrągło musiałam spruć.
Ot, taka moja uroda.
Niemniej w mojej depresji po ostatnich niepowodzeniach dziewiarskich, o których lada moment słów kilka, jak sobie sprułam i się dosiałam to nadrobiłam. Będzie mniej więcej w ten deseń
Będzie sweterek.
Nie wiem kiedy skończę bo wczoraj słońce wypełzło zza chmur to i o teren zielony trzeba było się zatroszczyć.
Puki co dzielnie mam ze 1/3 wysokości tułowia i mimo wszystko liczę, że do zimy mi owe na drutach nie zostanie.
Co do wcześniej wspomnianych niepowodzeń dziewiarskich.
Pierwsze primo: Nie będzie chyba dziwnym jeżeli stwierdzę, że moje liście są efektem prucia kandydata na "koronkowego". Ta włóczka zwyczajnie była za gruba i coś mi tu nie stykało. Po roku leżenia zezwłoka w kartonie, z licznymi próbami okiełznania szydełka, ani łezki nie uroniłam przy pruciu.
Zwyczajnie "koronkowy" musi jeszcze troszkę poczekać na swoją kolej.
Drugie primo: Cóż, nie muszę chyba szczególnie uwidaczniać smutnego faktu braku jakiejkolwiek reakcji na moje S.O.S.
W sumie się nie spodziewałam jakiegoś szału, miałam zwyczajnie nadzieję.
A że podobnież nadzieja matką głupich to i moja R. idzie do prucia. Jeszcze nie miałam na tyle odwagi żeby ją spuścić z drutów, ciągle gdzieś liczę że jakiś moteczek w sieci się znajdzie. Jest to chyba jednak bardziej nadzieja mająca na celu odwleczenie w czasie kolejnej depresji.
Trzecie i ostatnie primo: Węże koralikowe mnie prześladują. Podjęłam w zeszłym roku próby ich popełnienia. Nie muszę chyba pisać jak to się dla mnie skończyło i nie, nie szukajcie tu wpisu w temacie.Chyba wszystko jasne. A teraz po roku, kiedy już niemal zapomniałam o porażce, zwyczajnie ONE TU SĄ. Wszędzie, dookoła, wszyscy robią gdzie nie zajrzę, te się wiją a mnie szlag nagły trafia. Bo nie potrafię i już. Potrafię za to ścianę wymurować. O! ;P
Zasada z zasady jest prosta. Żeby nie rzec zasadna.
Jak pada to się dzieci nudzą.
A jak się nudzą to łapią w ręce co popadnie.
Tak oto mój dzierwiarski honor dzięki pogodzie można uznać za ocalony.
Długi majowy weekend wcale taki długi nie był, bom czwartek w pracy za biurkiem spędziła.
Niemniej te kilka minionych dni dzięki obfitości kropel deszczu zasadniczo spowodowało intensywne prace machacze
Nie muszę chyba wskazywać, że w tej intensywności tak się rozpędziłam, że po przerobieniu bagatelka 60 rządków machanych na okrągło musiałam spruć.
Ot, taka moja uroda.
Niemniej w mojej depresji po ostatnich niepowodzeniach dziewiarskich, o których lada moment słów kilka, jak sobie sprułam i się dosiałam to nadrobiłam. Będzie mniej więcej w ten deseń
Będzie sweterek.
Nie wiem kiedy skończę bo wczoraj słońce wypełzło zza chmur to i o teren zielony trzeba było się zatroszczyć.
Puki co dzielnie mam ze 1/3 wysokości tułowia i mimo wszystko liczę, że do zimy mi owe na drutach nie zostanie.
Co do wcześniej wspomnianych niepowodzeń dziewiarskich.
Pierwsze primo: Nie będzie chyba dziwnym jeżeli stwierdzę, że moje liście są efektem prucia kandydata na "koronkowego". Ta włóczka zwyczajnie była za gruba i coś mi tu nie stykało. Po roku leżenia zezwłoka w kartonie, z licznymi próbami okiełznania szydełka, ani łezki nie uroniłam przy pruciu.
Zwyczajnie "koronkowy" musi jeszcze troszkę poczekać na swoją kolej.
Drugie primo: Cóż, nie muszę chyba szczególnie uwidaczniać smutnego faktu braku jakiejkolwiek reakcji na moje S.O.S.
W sumie się nie spodziewałam jakiegoś szału, miałam zwyczajnie nadzieję.
A że podobnież nadzieja matką głupich to i moja R. idzie do prucia. Jeszcze nie miałam na tyle odwagi żeby ją spuścić z drutów, ciągle gdzieś liczę że jakiś moteczek w sieci się znajdzie. Jest to chyba jednak bardziej nadzieja mająca na celu odwleczenie w czasie kolejnej depresji.
Trzecie i ostatnie primo: Węże koralikowe mnie prześladują. Podjęłam w zeszłym roku próby ich popełnienia. Nie muszę chyba pisać jak to się dla mnie skończyło i nie, nie szukajcie tu wpisu w temacie.Chyba wszystko jasne. A teraz po roku, kiedy już niemal zapomniałam o porażce, zwyczajnie ONE TU SĄ. Wszędzie, dookoła, wszyscy robią gdzie nie zajrzę, te się wiją a mnie szlag nagły trafia. Bo nie potrafię i już. Potrafię za to ścianę wymurować. O! ;P
niedziela, 24 lutego 2013
Pożegnanie zimy w kolorze Fuksji
Trochę to trwało.
Przypuszczam, że jakiś rok.
Nie wiem dokładnie.
I może to lepiej, bo pocóż dołować się brakiem czasu dla drutów.
Mój związek z tą włóczką, a raczej tym projektem był długi i mroczny. Zwłaszcza na etapie wykończenia.
Z pół roku jak nic sięgałam do szydełko, a po chwili rzucałam je w kąt. Kolejne metry włóczki szły w kosz bo były tak mocno sfatygowane moją szydełkową niudolnością.
Chciałam ambitnie ramiona z plecami i dołem wykończyć czymś bardziej ambitnym - lekko koronkowym.
Skończyło się na oczkach rakowych. Chyba oczkach rakowych, bo nie wiem jak się je robi ale efekt jest podobny.
Tak oto, trochę na siłę, bo nie do końca tak jak chciałam, moja fuksja już jest ze mną i nadaje się do noszenia.
Prawie w sam raz na zbliżającą się wiosnę :)
Bluzia robiona od góry reglanem.Choć nieco innym z przodu.
W zasadzie to nie wiem jak, ale jakoś tak wyszło i mi się spodobało.
Dekolt i ramiona wykończone metodą i-cord bind off.
Niestety na ramionach się wywija więc pewnie pójdzie po przeróbki.
Biust kształtowany według przepisu z Pawich Oczek Justyny.
A w dolnej części na zasadzie kontynuacji wątku ukształtowałam bioderka.
Dół ostatecznie został wykończony podwójną plisą podszytą łańcuszkiem z chyba oczkami rakowymi.
Szczegółowo
Projekt: robiony z głowy, choć gdzieś w sieci kiedyś coś podobnego widziałam.
Włóczka: Alize Diva, kolor 297 wg producenta amarant (no proszę człowiek się uczy kolorów całe życie), poszło 2,5 motka (250g)
Druty: KP 3,0mm
Szydełko: 0 i 3,0
Przypuszczam, że jakiś rok.
Nie wiem dokładnie.
I może to lepiej, bo pocóż dołować się brakiem czasu dla drutów.
Mój związek z tą włóczką, a raczej tym projektem był długi i mroczny. Zwłaszcza na etapie wykończenia.
Z pół roku jak nic sięgałam do szydełko, a po chwili rzucałam je w kąt. Kolejne metry włóczki szły w kosz bo były tak mocno sfatygowane moją szydełkową niudolnością.
Chciałam ambitnie ramiona z plecami i dołem wykończyć czymś bardziej ambitnym - lekko koronkowym.
Skończyło się na oczkach rakowych. Chyba oczkach rakowych, bo nie wiem jak się je robi ale efekt jest podobny.
Tak oto, trochę na siłę, bo nie do końca tak jak chciałam, moja fuksja już jest ze mną i nadaje się do noszenia.
Prawie w sam raz na zbliżającą się wiosnę :)
Bluzia robiona od góry reglanem.Choć nieco innym z przodu.
W zasadzie to nie wiem jak, ale jakoś tak wyszło i mi się spodobało.
Dekolt i ramiona wykończone metodą i-cord bind off.
Niestety na ramionach się wywija więc pewnie pójdzie po przeróbki.
Biust kształtowany według przepisu z Pawich Oczek Justyny.
A w dolnej części na zasadzie kontynuacji wątku ukształtowałam bioderka.
Dół ostatecznie został wykończony podwójną plisą podszytą łańcuszkiem z chyba oczkami rakowymi.
Szczegółowo
Projekt: robiony z głowy, choć gdzieś w sieci kiedyś coś podobnego widziałam.
Włóczka: Alize Diva, kolor 297 wg producenta amarant (no proszę człowiek się uczy kolorów całe życie), poszło 2,5 motka (250g)
Druty: KP 3,0mm
Szydełko: 0 i 3,0
niedziela, 4 listopada 2012
Rękawiczki z klapką
Urlop służy dzierganiu.
To każdy dziergający wie.
A jak łapy marzną, to druty się same pchają w ręce.
Miały być pięciopalcztki. Ale po zrobieniu kciuka uznałam, że włóczka jest za gruba i popełniłam klapkę.
Całość bardzo prosta, wykończona jedynie ściągaczem.
I tak sobie myślę, że do kompletu wypadałoby czapkę.
Wzór: radosna improwizacja
Druty: 3,5mm
Włóczka: Trachtenwolle Schachenmayr, wełenki 63% -liczę więc, że będą grzać. Zużyłam ok. 50g.
Tymczasem sweterki zaczęte dawno temu dalej jeżą i kwiczą bo nie mam pomysłu na wykończenie :/
To każdy dziergający wie.
A jak łapy marzną, to druty się same pchają w ręce.
Miały być pięciopalcztki. Ale po zrobieniu kciuka uznałam, że włóczka jest za gruba i popełniłam klapkę.
Całość bardzo prosta, wykończona jedynie ściągaczem.
I tak sobie myślę, że do kompletu wypadałoby czapkę.
Wzór: radosna improwizacja
Druty: 3,5mm
Włóczka: Trachtenwolle Schachenmayr, wełenki 63% -liczę więc, że będą grzać. Zużyłam ok. 50g.
Tymczasem sweterki zaczęte dawno temu dalej jeżą i kwiczą bo nie mam pomysłu na wykończenie :/
sobota, 20 października 2012
Chaber w wersji natural color
Dawno, dawno temu, a z jakieś 3 a może i 4 miesiące temu, dostałam do testowania wzór Chabra od Mao.
Nie dość, że moje podboje testowe trwały w nieskończoność, to jeszcze chyba zrobiłam rozmiar mniejszy niż zamierzałam. No i odrobinkę przerobiłam rękawy, bom się rozpędziła w tm robieniu na okrągło i nim się zorientowałam to były już tak długie, że żal mi było pruć.
Nie zmienia to faktu, że wzór rozpisany jest tradycyjnie czyli perfekcyjnie i już go można nabyć we właściwym miejscu KLIK.
Oczywiście zachęcam, bo jest strasznie kobiecy i na czasie :)
A teraz wizualnie i oczywiście bez głowy ;)
O na zdjęciu powyżej widać w tle czym się dziś na działce zajmowaliśmy :) (szczegóły pojawią się chyba jeszcze dziś w moim drugim miejscu sieciowym)
Może być też z paseczkiem
I moja ulubiona odsłona. Śliczny, delikatny wzorek na ramieniu, wydłubany moją ulubioną metodą :)
Danych technicznych nie podam wszak to drugie życie tej włóczki i nie mam zielonego pojęcie co to było (na pewno akryl z odrobinką moheru), a tym bardziej ile.
Ale i tak bywa.
Tymczasem, bardzom zadowolona, że coś w końcu wydziergałam do końca.
A że jutro niedziela, to i drugi projekt leżący od pół roku ma szanse na zakończenie.
Ciepłego popołudnia.
Nie dość, że moje podboje testowe trwały w nieskończoność, to jeszcze chyba zrobiłam rozmiar mniejszy niż zamierzałam. No i odrobinkę przerobiłam rękawy, bom się rozpędziła w tm robieniu na okrągło i nim się zorientowałam to były już tak długie, że żal mi było pruć.
Nie zmienia to faktu, że wzór rozpisany jest tradycyjnie czyli perfekcyjnie i już go można nabyć we właściwym miejscu KLIK.
Oczywiście zachęcam, bo jest strasznie kobiecy i na czasie :)
A teraz wizualnie i oczywiście bez głowy ;)
O na zdjęciu powyżej widać w tle czym się dziś na działce zajmowaliśmy :) (szczegóły pojawią się chyba jeszcze dziś w moim drugim miejscu sieciowym)
Może być też z paseczkiem
I moja ulubiona odsłona. Śliczny, delikatny wzorek na ramieniu, wydłubany moją ulubioną metodą :)
Danych technicznych nie podam wszak to drugie życie tej włóczki i nie mam zielonego pojęcie co to było (na pewno akryl z odrobinką moheru), a tym bardziej ile.
Ale i tak bywa.
Tymczasem, bardzom zadowolona, że coś w końcu wydziergałam do końca.
A że jutro niedziela, to i drugi projekt leżący od pół roku ma szanse na zakończenie.
Ciepłego popołudnia.
poniedziałek, 9 lipca 2012
Mój Ci on
Zapragnęłam.
Dzięki uprzejmości pewnej duszy, która oddała w moje ręce testowanie Ogoniastego wydziergałam.
Mój. Mój własny prywatny. Nie oddam :)
Testowanie było niezmiernie przyjemne.
No może pomijając te setki tysięcy przyrastających na potęgę oczek.
Instrukcja obsługi przygotowana przez Mao jak dla mnie czytelna i przejrzysta.
Jak się nosi ? nie wiem. Bo co można stwierdzić po 5 minutowej sesji na balkonie w 30 stopniowym upale.
Wiem jednak, czuję, że będę wielbiła mojego czerwonego Ogona.
Do tego niebiańskie efekty blokowania.
Przeraziły mnie te pokraczne oczka, które wyskakiwały spod drutów. Miałam nawet kryzys i chciałam pruć sądząc, że to moja wina.
Ale nie... po blokowaniu, w zasadzie już w trakcie oczka nabrały właściwego im kształtu, wyrywając mnie z rozpaczy.
Odkryłam przy tym cudowne właściwości karimaty kupionej lata temu w hiper_super_czy_innym_markecie. Że ów kari leżała i zbierała kurz gdzieś na strychu, postanowiłam ofiarować jej drugie życie. I tak z jednej dłuuugiej nożyczki wyciachały dwa kwadraty i miałam na czym suszyć :) Choć kilku centymetrów zabrakło ;)
Technicznie
Wzór: Ogoniasty wg Mao
Włóczka: Drops Lace kolor 3620 czerwony poszło jakieś 150 g
Druty: KP 3,5 mm
Słów kilka w temacie Lace Dropsa.
Zalety:
- miękka i miła w dotyku,
- niesamowicie wydajna,
- bardzo dobrze się blokuje.
Wady (bo i takie są niestety):
- strasznie śliska - robienie na metalowych drutach to ostra jazda bez trzymanki
- puszcza farbę, a moczyłam w czystej wodzie bez detergentów,
- cienka, bardzo cienka
A teraz mogę zabrać się za kończenie trzech czekających na swój moment robótek.
Chłodnego wieczora :)
niedziela, 8 lipca 2012
W telegamowym skrócie.
Skończyłam testowanie Ogona.
Ów się suszy.
Zachwyconam wstępnymi efektami blokowania.
With love
Zdjęcia na ludziu może jutro, acz nie obiecuję.
Na osłodę zezwłok.
Bez burzowej nocy :)
poniedziałek, 20 lutego 2012
Skarpetki Baudelaire
Mój przerywnik gotowy.
Jak w tytule...



Chodziły za mną już miesięcy kilka. I mam. Są urocze (alem skromna). Cieplutkie, miłe i w ogóle same ochy, ichy, echy...
Tak sobie myślę, że jeszcze parkę (co najmniej) popełnię.

Skarpetki robione od palców. Pokłony dla autora techniki.
No i jestem oczywista dumna, bo to moja druga para w życiu. Co prawda nie obeszło się bez prucia na piętach, ale w końcu wiem gdzie popełniłam wcześniejsze błędy.
Wzór: Baudelaire dostępny w oryginale TUU
Ja korzystałam z tłumaczenia zamieszczonego TU
Włóczka: Alpaka (Stahlsche Wolle), jakieś 70g
Druty: KP 3,25mm
Przydatne techniki: elastyczne wykończenie ściągacza
Tak oto zwolniłam druty i mogę kończyć ściągacz rękawa w koronkowym.
A`propos. Dynamika mojej edukacji koronkowej spadła do minimalnego minimum. I wcale tu nie przesadzam !!!
Ciepłego wieczoru :)
Jak w tytule...
Chodziły za mną już miesięcy kilka. I mam. Są urocze (alem skromna). Cieplutkie, miłe i w ogóle same ochy, ichy, echy...
Tak sobie myślę, że jeszcze parkę (co najmniej) popełnię.
Skarpetki robione od palców. Pokłony dla autora techniki.
No i jestem oczywista dumna, bo to moja druga para w życiu. Co prawda nie obeszło się bez prucia na piętach, ale w końcu wiem gdzie popełniłam wcześniejsze błędy.
Wzór: Baudelaire dostępny w oryginale TUU
Ja korzystałam z tłumaczenia zamieszczonego TU
Włóczka: Alpaka (Stahlsche Wolle), jakieś 70g
Druty: KP 3,25mm
Przydatne techniki: elastyczne wykończenie ściągacza
Tak oto zwolniłam druty i mogę kończyć ściągacz rękawa w koronkowym.
A`propos. Dynamika mojej edukacji koronkowej spadła do minimalnego minimum. I wcale tu nie przesadzam !!!
Ciepłego wieczoru :)
sobota, 14 stycznia 2012
Mężowski Kruczy
Jak obiecała tak poczyniła. Pogoda dopisała, ojjj śniegu u mnie dużo, miękko, puchato...
To i zdjęcie można zrobić. Prześwietlone oczywista :)
Oto i Mężowski Kruczy, bo czarny.

Zaczęty w marcu zeszłego roku! Tyle mąż czekał, cierpliwy chłopina.
Sweter dla męża obowiązkowo pod szyję, innego nie włoży, bo ponoć zimno. Zapinany na guziki, coby można się przewietrzyć. Ile mnie ten golf nerwów kosztował.

Boczki nieco urozmaicone, żeby nudno nie było.



Wzór: taki sobie nieskomplikowany
Włoczka: pospolity Kotek, 400g
Druty: KP 3,5mm i ściągacz 3,0mm
Tymczasem niecierpliwie czekam na przesyłkę z Fastrygi, bo tam leci do mnie włóczka z przeznaczeniem na sweterek wg Małgosi. Mam nadzieję, że będzie odpowiednia.
A w zapasach podczas wczorajszych porządków dogrzebałam się szpuli, na którą nawiniętą jest spora ilość bliżej niezidentyfikowanej włóczki. Z prostego testu ogniowego wynika, że jest to wełna. Pamiętam, że nabyłam to dawno dawno temu na Allegro, gdzieś na początku mojej drogi dzierganej. I tak sobie leżała na dnie pudła, bo franca tak ostra, że nie wiedziałam co z owym poczynić.
Zrobiłam próbkę, wyprałam i czekam. Choć mam obawy, że pranie nie wpłynie na miękkość, to i się na sweterek żaden nie nada.
Teraz dylemat: torebeczka czy oczekiwanie na olśnienie?
To i zdjęcie można zrobić. Prześwietlone oczywista :)
Oto i Mężowski Kruczy, bo czarny.
Zaczęty w marcu zeszłego roku! Tyle mąż czekał, cierpliwy chłopina.
Sweter dla męża obowiązkowo pod szyję, innego nie włoży, bo ponoć zimno. Zapinany na guziki, coby można się przewietrzyć. Ile mnie ten golf nerwów kosztował.
Boczki nieco urozmaicone, żeby nudno nie było.
Wzór: taki sobie nieskomplikowany
Włoczka: pospolity Kotek, 400g
Druty: KP 3,5mm i ściągacz 3,0mm
Tymczasem niecierpliwie czekam na przesyłkę z Fastrygi, bo tam leci do mnie włóczka z przeznaczeniem na sweterek wg Małgosi. Mam nadzieję, że będzie odpowiednia.
A w zapasach podczas wczorajszych porządków dogrzebałam się szpuli, na którą nawiniętą jest spora ilość bliżej niezidentyfikowanej włóczki. Z prostego testu ogniowego wynika, że jest to wełna. Pamiętam, że nabyłam to dawno dawno temu na Allegro, gdzieś na początku mojej drogi dzierganej. I tak sobie leżała na dnie pudła, bo franca tak ostra, że nie wiedziałam co z owym poczynić.
Zrobiłam próbkę, wyprałam i czekam. Choć mam obawy, że pranie nie wpłynie na miękkość, to i się na sweterek żaden nie nada.
Teraz dylemat: torebeczka czy oczekiwanie na olśnienie?
sobota, 31 grudnia 2011
Rzutem na taśme
Czy ktoś TO jeszcze pamięta
Otóż mój eksperyment z Contiguous dobił do brzegu. W sumie to już dawno, znaczy przed Świętami, ale gdzie ja wtedy miałam czas na zdjęcia. A pogoda?! Ta do dziś nas nie rozpieszcza, ale przecież przed Nowym Rokiem trzeba się rozliczyć :)
To i pokazuję.




Niech Was jednak zdjęcia nie zwiodą, ten boski kolor w rzeczywistości wygląda raczej tak

Cóż ja mogę o owym napisać. Zmordował mnie dziad jeden jak mało który. Musiałam dekolt przerobić, bo się brzydko wywijało, co zajęło mi dobry tydzień myślenia, a później trzy dni męczarni na szydełku.
Do tego ciągła niepewność czy mi włóczki starczy, a jakby brakło to byłby kłopot. Bo włóczka bliżej niezidentyfikowana, nabyta tradycyjnie w ulubionym ciucholandzie (zdradzę więc, że mój dziad jeden kosztował całe 6,44 zł). Z niepewności tej eksperyment pozostał o rękawkach lekko za łokieć. A włóczki zostało tyle co nic.
Całość zrobiona dość nieskomplikowanie - prawymi z bardzo delikatnym warkoczykiem po obu stronach guziczków, bo ponieważ: 1. uznałam, że przy nieco fikuśnej bufce kombinowanie z dziwnymi wzorami byłoby przesadą; 2. testowanie nowej metody było wysiłkiem umysłowym, ponad stan.
A`propos Contiguous. Metoda boska, choć przyznam, że moje wypociny na bank nie odzwierciedlają w 100% oryginału. Ale efekt daje radość noszenia, nic nie ciągnie w ramionach, nic się nie wrzyna w pachach. I to wszystko z jednego kawałka włóczki. Dzięki Ci SusieM.
I tym radosnym akcentem, kończę na dziś dzień.
I na ten rok.
Niech się Wam Drodzy Odwiedzający dobrze wiedzie w nadchodzącym 2012. Niech będzie on obfity w szczęśliwe chwile, ubogi w smutne łzy i złości i niech przyniesie Wam dużo radości.
Ha, mi się zrymowało ;)
Do przeczytania za rok!
Otóż mój eksperyment z Contiguous dobił do brzegu. W sumie to już dawno, znaczy przed Świętami, ale gdzie ja wtedy miałam czas na zdjęcia. A pogoda?! Ta do dziś nas nie rozpieszcza, ale przecież przed Nowym Rokiem trzeba się rozliczyć :)
To i pokazuję.

Niech Was jednak zdjęcia nie zwiodą, ten boski kolor w rzeczywistości wygląda raczej tak
Cóż ja mogę o owym napisać. Zmordował mnie dziad jeden jak mało który. Musiałam dekolt przerobić, bo się brzydko wywijało, co zajęło mi dobry tydzień myślenia, a później trzy dni męczarni na szydełku.
Do tego ciągła niepewność czy mi włóczki starczy, a jakby brakło to byłby kłopot. Bo włóczka bliżej niezidentyfikowana, nabyta tradycyjnie w ulubionym ciucholandzie (zdradzę więc, że mój dziad jeden kosztował całe 6,44 zł). Z niepewności tej eksperyment pozostał o rękawkach lekko za łokieć. A włóczki zostało tyle co nic.
Całość zrobiona dość nieskomplikowanie - prawymi z bardzo delikatnym warkoczykiem po obu stronach guziczków, bo ponieważ: 1. uznałam, że przy nieco fikuśnej bufce kombinowanie z dziwnymi wzorami byłoby przesadą; 2. testowanie nowej metody było wysiłkiem umysłowym, ponad stan.
A`propos Contiguous. Metoda boska, choć przyznam, że moje wypociny na bank nie odzwierciedlają w 100% oryginału. Ale efekt daje radość noszenia, nic nie ciągnie w ramionach, nic się nie wrzyna w pachach. I to wszystko z jednego kawałka włóczki. Dzięki Ci SusieM.
I tym radosnym akcentem, kończę na dziś dzień.
I na ten rok.
Niech się Wam Drodzy Odwiedzający dobrze wiedzie w nadchodzącym 2012. Niech będzie on obfity w szczęśliwe chwile, ubogi w smutne łzy i złości i niech przyniesie Wam dużo radości.
Ha, mi się zrymowało ;)
Do przeczytania za rok!
czwartek, 29 grudnia 2011
Kajaczki
Co robi praktykująca dziergająca kiedy rozpadają się jej kapcie?
Nie, nie idzie do sklepu.
Chyba, że po włóczkę.
Żeby sobie nowe kapcie zrobić.
Tak powstają kajaczki.



A tu piętka. Inna, bo rzędy skrócone wymagały zbyt dużo wysiłku intelektualnego, a stopki zimne.


I stopki znów są ciepłe :)
Wzór: radosna improwizacja
Włóczka: bliżej niezidentyfikowana, nabyta w zaprzyjaźnionym ciucholandzie. Na pierwszy rzut oka akryl, ale ciepła jak wełna.
Druty: KP 5,0 mm
I szydełko: 4,5 mm do wykończenia
Będą kolejne kajaczki. Mąż też kapcie stracił :)
Nie, nie idzie do sklepu.
Chyba, że po włóczkę.
Żeby sobie nowe kapcie zrobić.
Tak powstają kajaczki.
A tu piętka. Inna, bo rzędy skrócone wymagały zbyt dużo wysiłku intelektualnego, a stopki zimne.
I stopki znów są ciepłe :)
Wzór: radosna improwizacja
Włóczka: bliżej niezidentyfikowana, nabyta w zaprzyjaźnionym ciucholandzie. Na pierwszy rzut oka akryl, ale ciepła jak wełna.
Druty: KP 5,0 mm
I szydełko: 4,5 mm do wykończenia
Będą kolejne kajaczki. Mąż też kapcie stracił :)
wtorek, 20 grudnia 2011
A w środku kotek
przeobrażony w zimowy komplecik numer dwa na zamówienie.
Czapa. Z wzoru identyczna jak moja szara z poprzedniego miesiąca. W roli wdzięcznej modelki wystąpiła maszynka do robienia pop-corn`u :D

I rękawiczki (z choinką w tle). Jednopalczatki tradycyjnie. Może na przyszły rok posiądę tajną wiedzę dziergania pięciu palców. Może...
I te również dziergane od palców. I coraz bardziej mi się to podoba.


Dwa tygodnie toto dłubałam! Niby proste a weny brak. Ale najważniejsze, że nowa posiadaczka twierdzi że zadowolona.

Wściekła za to jestem na mój brak umiejętności uchwycenia koloru tej włóczki. Chyba, żadne zdjęcie go nie oddaje. A szkoda bo piękny.
Wzór: własny
Włóczka: Kotek, kolor 16 turkus
Druty: KP 3,5mm i 3,25mm ściągacz
Czapa. Z wzoru identyczna jak moja szara z poprzedniego miesiąca. W roli wdzięcznej modelki wystąpiła maszynka do robienia pop-corn`u :D
I rękawiczki (z choinką w tle). Jednopalczatki tradycyjnie. Może na przyszły rok posiądę tajną wiedzę dziergania pięciu palców. Może...
I te również dziergane od palców. I coraz bardziej mi się to podoba.
Dwa tygodnie toto dłubałam! Niby proste a weny brak. Ale najważniejsze, że nowa posiadaczka twierdzi że zadowolona.
Wściekła za to jestem na mój brak umiejętności uchwycenia koloru tej włóczki. Chyba, żadne zdjęcie go nie oddaje. A szkoda bo piękny.
Wzór: własny
Włóczka: Kotek, kolor 16 turkus
Druty: KP 3,5mm i 3,25mm ściągacz
Subskrybuj:
Posty (Atom)