Odkrywam w sobie nowe horyzonty.
Na druty w dalszym ciągu brak czasu.
Teraz pochłania mnie bez reszty inna forma manulana.
Układam płytki podłogowe.
Ha!
I to rękodziąło, czyż nie.
A ile owe rękodzieło ma wspólnego z dzierganiem, to bym w życiu nie przypuszczała:
1. jest niebywałym pożeraczem czasu
2. powoduje bóle nadgarstków i palców
3. daje cholerną satysfakcję w dobrze popełnionej pracy i równie cholerne wnerwienie jak się nierówność wkradają
4. i jedno i drugie wcześniej czy później będzie podziwiane :)
Nie ma to jak wmawianie sobie, że się człowiek z pasją nie rozstaje.
Dziękuję, tym którzy tu raz na czas wpadają mimo statusu off-line :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitu_pitu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitu_pitu. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 listopada 2013
środa, 30 października 2013
pitu_pitu
Stagnacja dziewiarska.
Mam pewne obawy, że niebawem zapomnę jak się druty poprawnie trzyma. O samym dzierganiu nie wspominjąc.
Nie ma czasu. Tak mało czasu jak mam teraz to nie miałam jeszcze nigdy. Wszystko leży i się kurzy. Liczę, że jek szaleństwo budowlano - wykończeniowe się skońćzy i mnie nie wykończy, to jeszcze coś tu pokarzę.
Puki co stagnacja.
Ale podglądam :)
Mam pewne obawy, że niebawem zapomnę jak się druty poprawnie trzyma. O samym dzierganiu nie wspominjąc.
Nie ma czasu. Tak mało czasu jak mam teraz to nie miałam jeszcze nigdy. Wszystko leży i się kurzy. Liczę, że jek szaleństwo budowlano - wykończeniowe się skońćzy i mnie nie wykończy, to jeszcze coś tu pokarzę.
Puki co stagnacja.
Ale podglądam :)
niedziela, 23 czerwca 2013
Przepraszam, ale dziewiarski shit
Wiem, wiem.
Ostatnio więcej narzekam niż dziergam.
Choć nie, więcej narzekam niż mogę dziergać.
Bo pominąwszy tematykę mojego drugiego miejsca w sieci i całego szaleństwa, który w okół niego się odbywa, to ja naprawde mam chęci drutować.
Więcej, ja drutuję.
Do tego stopnia drutuję, że czerwone z poprzedniego wpisu osiągnęło jakiś czas temu rozmiary robótki niemalże finish`ującej.
Niemalże.
Bo ostatnio normą moich robótek jest fakt że im bliżej końca to mi się kończy włóczka.
Bo i wpadam do sieci, szukam i co? I nie znajduję.
Normalnie wielki shit
Brak innych słów.
Tak oto mam dwa rozgrzebane sweterki, którym brakuje dosłownie rękawa i minimum perspektyw na upolowanie włóczki.
Się mi odechciewa.
Ostatnio więcej narzekam niż dziergam.
Choć nie, więcej narzekam niż mogę dziergać.
Bo pominąwszy tematykę mojego drugiego miejsca w sieci i całego szaleństwa, który w okół niego się odbywa, to ja naprawde mam chęci drutować.
Więcej, ja drutuję.
Do tego stopnia drutuję, że czerwone z poprzedniego wpisu osiągnęło jakiś czas temu rozmiary robótki niemalże finish`ującej.
Niemalże.
Bo ostatnio normą moich robótek jest fakt że im bliżej końca to mi się kończy włóczka.
Bo i wpadam do sieci, szukam i co? I nie znajduję.
Normalnie wielki shit
Brak innych słów.
Tak oto mam dwa rozgrzebane sweterki, którym brakuje dosłownie rękawa i minimum perspektyw na upolowanie włóczki.
Się mi odechciewa.
wtorek, 7 maja 2013
Krótki wywód nt. wpływu pogody na przyrosty dzienne dziergaczki :)
Phi, też mi filozofia.
Zasada z zasady jest prosta. Żeby nie rzec zasadna.
Jak pada to się dzieci nudzą.
A jak się nudzą to łapią w ręce co popadnie.
Tak oto mój dzierwiarski honor dzięki pogodzie można uznać za ocalony.
Długi majowy weekend wcale taki długi nie był, bom czwartek w pracy za biurkiem spędziła.
Niemniej te kilka minionych dni dzięki obfitości kropel deszczu zasadniczo spowodowało intensywne prace machacze
Nie muszę chyba wskazywać, że w tej intensywności tak się rozpędziłam, że po przerobieniu bagatelka 60 rządków machanych na okrągło musiałam spruć.
Ot, taka moja uroda.
Niemniej w mojej depresji po ostatnich niepowodzeniach dziewiarskich, o których lada moment słów kilka, jak sobie sprułam i się dosiałam to nadrobiłam. Będzie mniej więcej w ten deseń
Będzie sweterek.
Nie wiem kiedy skończę bo wczoraj słońce wypełzło zza chmur to i o teren zielony trzeba było się zatroszczyć.
Puki co dzielnie mam ze 1/3 wysokości tułowia i mimo wszystko liczę, że do zimy mi owe na drutach nie zostanie.
Co do wcześniej wspomnianych niepowodzeń dziewiarskich.
Pierwsze primo: Nie będzie chyba dziwnym jeżeli stwierdzę, że moje liście są efektem prucia kandydata na "koronkowego". Ta włóczka zwyczajnie była za gruba i coś mi tu nie stykało. Po roku leżenia zezwłoka w kartonie, z licznymi próbami okiełznania szydełka, ani łezki nie uroniłam przy pruciu.
Zwyczajnie "koronkowy" musi jeszcze troszkę poczekać na swoją kolej.
Drugie primo: Cóż, nie muszę chyba szczególnie uwidaczniać smutnego faktu braku jakiejkolwiek reakcji na moje S.O.S.
W sumie się nie spodziewałam jakiegoś szału, miałam zwyczajnie nadzieję.
A że podobnież nadzieja matką głupich to i moja R. idzie do prucia. Jeszcze nie miałam na tyle odwagi żeby ją spuścić z drutów, ciągle gdzieś liczę że jakiś moteczek w sieci się znajdzie. Jest to chyba jednak bardziej nadzieja mająca na celu odwleczenie w czasie kolejnej depresji.
Trzecie i ostatnie primo: Węże koralikowe mnie prześladują. Podjęłam w zeszłym roku próby ich popełnienia. Nie muszę chyba pisać jak to się dla mnie skończyło i nie, nie szukajcie tu wpisu w temacie.Chyba wszystko jasne. A teraz po roku, kiedy już niemal zapomniałam o porażce, zwyczajnie ONE TU SĄ. Wszędzie, dookoła, wszyscy robią gdzie nie zajrzę, te się wiją a mnie szlag nagły trafia. Bo nie potrafię i już. Potrafię za to ścianę wymurować. O! ;P
Zasada z zasady jest prosta. Żeby nie rzec zasadna.
Jak pada to się dzieci nudzą.
A jak się nudzą to łapią w ręce co popadnie.
Tak oto mój dzierwiarski honor dzięki pogodzie można uznać za ocalony.
Długi majowy weekend wcale taki długi nie był, bom czwartek w pracy za biurkiem spędziła.
Niemniej te kilka minionych dni dzięki obfitości kropel deszczu zasadniczo spowodowało intensywne prace machacze
Nie muszę chyba wskazywać, że w tej intensywności tak się rozpędziłam, że po przerobieniu bagatelka 60 rządków machanych na okrągło musiałam spruć.
Ot, taka moja uroda.
Niemniej w mojej depresji po ostatnich niepowodzeniach dziewiarskich, o których lada moment słów kilka, jak sobie sprułam i się dosiałam to nadrobiłam. Będzie mniej więcej w ten deseń
Będzie sweterek.
Nie wiem kiedy skończę bo wczoraj słońce wypełzło zza chmur to i o teren zielony trzeba było się zatroszczyć.
Puki co dzielnie mam ze 1/3 wysokości tułowia i mimo wszystko liczę, że do zimy mi owe na drutach nie zostanie.
Co do wcześniej wspomnianych niepowodzeń dziewiarskich.
Pierwsze primo: Nie będzie chyba dziwnym jeżeli stwierdzę, że moje liście są efektem prucia kandydata na "koronkowego". Ta włóczka zwyczajnie była za gruba i coś mi tu nie stykało. Po roku leżenia zezwłoka w kartonie, z licznymi próbami okiełznania szydełka, ani łezki nie uroniłam przy pruciu.
Zwyczajnie "koronkowy" musi jeszcze troszkę poczekać na swoją kolej.
Drugie primo: Cóż, nie muszę chyba szczególnie uwidaczniać smutnego faktu braku jakiejkolwiek reakcji na moje S.O.S.
W sumie się nie spodziewałam jakiegoś szału, miałam zwyczajnie nadzieję.
A że podobnież nadzieja matką głupich to i moja R. idzie do prucia. Jeszcze nie miałam na tyle odwagi żeby ją spuścić z drutów, ciągle gdzieś liczę że jakiś moteczek w sieci się znajdzie. Jest to chyba jednak bardziej nadzieja mająca na celu odwleczenie w czasie kolejnej depresji.
Trzecie i ostatnie primo: Węże koralikowe mnie prześladują. Podjęłam w zeszłym roku próby ich popełnienia. Nie muszę chyba pisać jak to się dla mnie skończyło i nie, nie szukajcie tu wpisu w temacie.Chyba wszystko jasne. A teraz po roku, kiedy już niemal zapomniałam o porażce, zwyczajnie ONE TU SĄ. Wszędzie, dookoła, wszyscy robią gdzie nie zajrzę, te się wiją a mnie szlag nagły trafia. Bo nie potrafię i już. Potrafię za to ścianę wymurować. O! ;P
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Oby owocniej w 2013
Oj, cieniutki w dokonania dziewiarskie był mijający rok.
Więcej się "ogadałam" niż nadziergałam.
Rozgrzebałam też cztery duże (czyt. sweterkowe) projekty, z czego jeden na pewno zostanie spruty.
Sfilcowałam białe skarpety, więc zasadniczo moje dokonania ubiegłego roku można jeszcze uszczuplić. Chciałam dużo, a wyszło jak zwykle.
Nie będę tym bardziej konfrontować z rzeczywistością listy moich planów na 2012 bo musiałabym się publicznie spalić ze wstydu. Żeby być aż tak niekonsekwentną! Hańba!
Na usprawiedliwienie mogę podać jedynie zaangażowanie w papierologię i prowadzenie drugiego bloga z całym zamieszaniem wokół tego co się na nim pojawia.
Jakkolwiek by nie było, miło mi, że ktoś tu jeszcze zagląda. I tym, a także całej reszcie najlepszego w nadchodzącym roku.
Bardzo mocno wierzę, że mimo 13 w dacie Nowy Rok będzie szczęśliwy. Bo jeszcze chyba nie wspominałam, że wiele dobrego w moim życiu wydarzyło się właśnie pod szyldem trzynastki.
Nie przedłużając - Do Siego Roku
Więcej się "ogadałam" niż nadziergałam.
Rozgrzebałam też cztery duże (czyt. sweterkowe) projekty, z czego jeden na pewno zostanie spruty.
Sfilcowałam białe skarpety, więc zasadniczo moje dokonania ubiegłego roku można jeszcze uszczuplić. Chciałam dużo, a wyszło jak zwykle.
Nie będę tym bardziej konfrontować z rzeczywistością listy moich planów na 2012 bo musiałabym się publicznie spalić ze wstydu. Żeby być aż tak niekonsekwentną! Hańba!
Na usprawiedliwienie mogę podać jedynie zaangażowanie w papierologię i prowadzenie drugiego bloga z całym zamieszaniem wokół tego co się na nim pojawia.
Jakkolwiek by nie było, miło mi, że ktoś tu jeszcze zagląda. I tym, a także całej reszcie najlepszego w nadchodzącym roku.
Bardzo mocno wierzę, że mimo 13 w dacie Nowy Rok będzie szczęśliwy. Bo jeszcze chyba nie wspominałam, że wiele dobrego w moim życiu wydarzyło się właśnie pod szyldem trzynastki.
Nie przedłużając - Do Siego Roku
wtorek, 13 listopada 2012
Co ja bym tu sobie...
Nosi mnie.
A jak mnie nosi to mam tak, że bardzo bym chciała, najchętniej wszystko na raz, wyśmienicie wiem co, ale nie do końca wiem jak się za to zabrać.
A tu codzienność kroi się następująco.
Obecnie trwa drugi tydzień mojego urlopu - w najbliższy poniedziałek powracam do zawodowej rzeczywistości i aż trzęsie mnie na myśl ile tam roboty na mnie czeka.
Na działce nic nie dłubię, bo pogoda nie rozpieszcza, a o zdrowie też trzeba dbać.
Siedzę zatem w oknie i jak babcia emerytka (nikomu nie ubliżając) przeszywającym wzrokiem gapię się w dal obserwując uwijających się robotników.
A przecież w trakcie tej bezproduktywnej obserwacji można by sobie drutkami machać (wszak tyle rzeczy do skończenia, a jeszcze więcej do rozpoczęcia), księgę gości weselnych oprawiać (bo nie wspominałam że ÓW - klik w czasie dwudniowego wesela zostało przez gości tak namiętnie wymacane, że nawet gdzieś na okładce znajdują się ślady szminki; toteż wzięłam na klatę sprawę wymiany okładki co nie jest łatwym zadaniem, bo jedna cioteczka postanowiła swój wpis popełnić na stronicy która stanowi integralną część właśnie owej okładki), wykorzystać w sposób bliżej nieokreślony zakupioną dwa miesiące temu farbę tablicową, wyprodukować w końcu tom stanowiący próbnik włóczkowy ( ten chodzi mi po głowie od kiedy zakupiłam pierwszą włóczkę, wolę sobie nie przypominać kiedy to było)...
Tak bym sobie mogła jeszcze popunktować ale wolę się nie dobijać.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to nawrót lekko bolącego nadgarstka. Ale przecież tylko lekko.Nie bardzo. Więc z tym da się żyć / dziergać.
Wnioski nasuwają się same i są druzgocące!
Najzwyczajniej w świecie marnotrawię cenny czas.
I wcale się nad sobą nie użalam. O nie. Powyższe moje wypociny traktuję jako publiczne samobiczowanie, które mam nadzieję zmusi mnie w końcu do działania.
A działać jest po co, bo mi dziś na R... w oko wpadło cacko jedno. W zasadzie to nie tylko jedno, ale śmiem twierdzić, że akuratnie na to posiadam w swoich zasobach właściwą włóczkę w kolorze obłędnego ciemnego turkusu. Albo szmaragdu, sama nie wiem (czasami czuję się jak facet nie odróżniający czerwieni od maliny).
W tym mijescu nastąpi prazentacja.
Tadadammm
Wzór to Rpsamund`s Cardigan by Andrea Pomerantz - do nabycia ot TU - klik
Ja oczywista, planuje owe popełnić z obrazka. Wszak po cóż mi nabywać wzór skoro mój inglisz miewa się conajmniej źle.
Muszę tylko rozkminić ten śliczny warkocz, opanować ścieg patentowy i mogę działać.
Może na święta skończę i będę miała w czym na Wigilii wystąpić.
Skacząc z tematu na temat chcę bardzo podziękować za miłe słowa pod adresem rękawiczek z klapką.
Rękawiczki jednak nie doczekają się kompletu w postaci czapki. Wszak włóczka jak na moje delikatne cielsko zdaje się być zbyt "dożarta". Ale nic tu straconego. Posiadam bowiem w swoich zasobach okrycie głowy w prawie identycznym odcieniu, więc mogę traktować sprawę za skompletowaną.
To chyba by było na tyle.
Wracam zatem przed okno z nadzieją patrząc w przyszłość dziewiarską.
A jak mnie nosi to mam tak, że bardzo bym chciała, najchętniej wszystko na raz, wyśmienicie wiem co, ale nie do końca wiem jak się za to zabrać.
A tu codzienność kroi się następująco.
Obecnie trwa drugi tydzień mojego urlopu - w najbliższy poniedziałek powracam do zawodowej rzeczywistości i aż trzęsie mnie na myśl ile tam roboty na mnie czeka.
Na działce nic nie dłubię, bo pogoda nie rozpieszcza, a o zdrowie też trzeba dbać.
Siedzę zatem w oknie i jak babcia emerytka (nikomu nie ubliżając) przeszywającym wzrokiem gapię się w dal obserwując uwijających się robotników.
A przecież w trakcie tej bezproduktywnej obserwacji można by sobie drutkami machać (wszak tyle rzeczy do skończenia, a jeszcze więcej do rozpoczęcia), księgę gości weselnych oprawiać (bo nie wspominałam że ÓW - klik w czasie dwudniowego wesela zostało przez gości tak namiętnie wymacane, że nawet gdzieś na okładce znajdują się ślady szminki; toteż wzięłam na klatę sprawę wymiany okładki co nie jest łatwym zadaniem, bo jedna cioteczka postanowiła swój wpis popełnić na stronicy która stanowi integralną część właśnie owej okładki), wykorzystać w sposób bliżej nieokreślony zakupioną dwa miesiące temu farbę tablicową, wyprodukować w końcu tom stanowiący próbnik włóczkowy ( ten chodzi mi po głowie od kiedy zakupiłam pierwszą włóczkę, wolę sobie nie przypominać kiedy to było)...
Tak bym sobie mogła jeszcze popunktować ale wolę się nie dobijać.
Jedyne co może mnie usprawiedliwić to nawrót lekko bolącego nadgarstka. Ale przecież tylko lekko.Nie bardzo. Więc z tym da się żyć / dziergać.
Wnioski nasuwają się same i są druzgocące!
Najzwyczajniej w świecie marnotrawię cenny czas.
I wcale się nad sobą nie użalam. O nie. Powyższe moje wypociny traktuję jako publiczne samobiczowanie, które mam nadzieję zmusi mnie w końcu do działania.
A działać jest po co, bo mi dziś na R... w oko wpadło cacko jedno. W zasadzie to nie tylko jedno, ale śmiem twierdzić, że akuratnie na to posiadam w swoich zasobach właściwą włóczkę w kolorze obłędnego ciemnego turkusu. Albo szmaragdu, sama nie wiem (czasami czuję się jak facet nie odróżniający czerwieni od maliny).
W tym mijescu nastąpi prazentacja.
Tadadammm
Wzór to Rpsamund`s Cardigan by Andrea Pomerantz - do nabycia ot TU - klik
Ja oczywista, planuje owe popełnić z obrazka. Wszak po cóż mi nabywać wzór skoro mój inglisz miewa się conajmniej źle.
Muszę tylko rozkminić ten śliczny warkocz, opanować ścieg patentowy i mogę działać.
Może na święta skończę i będę miała w czym na Wigilii wystąpić.
Skacząc z tematu na temat chcę bardzo podziękować za miłe słowa pod adresem rękawiczek z klapką.
Rękawiczki jednak nie doczekają się kompletu w postaci czapki. Wszak włóczka jak na moje delikatne cielsko zdaje się być zbyt "dożarta". Ale nic tu straconego. Posiadam bowiem w swoich zasobach okrycie głowy w prawie identycznym odcieniu, więc mogę traktować sprawę za skompletowaną.
To chyba by było na tyle.
Wracam zatem przed okno z nadzieją patrząc w przyszłość dziewiarską.
wtorek, 9 października 2012
WHY!!!!
Jak tu nie pogłębiać swoich dzianych uzależnień
amiqs otworzyli stacjonarnie w Krakowie !!
I to gdzie? Cztery przystanki tramwajkiem ode mnie.
Nawet jak by była katastrofa komunikacyjna, to na buta dotrę w 30 minut. Spacerkiem. A pędem to i w 20!
O zgrozo.
I to w momencie kiedy nie mogę, choć bym nie wiem jak chciała, nie mogę kupować więcej włóczek. Zwłaszcza takich exkluziv !!!
Nie będę o tym myśleć. A tym bardziej jeździć Bronowicką !
Wybaczcie musiałam podzielić się bólem egzystencjalnym.
amiqs otworzyli stacjonarnie w Krakowie !!
I to gdzie? Cztery przystanki tramwajkiem ode mnie.
Nawet jak by była katastrofa komunikacyjna, to na buta dotrę w 30 minut. Spacerkiem. A pędem to i w 20!
O zgrozo.
I to w momencie kiedy nie mogę, choć bym nie wiem jak chciała, nie mogę kupować więcej włóczek. Zwłaszcza takich exkluziv !!!
Nie będę o tym myśleć. A tym bardziej jeździć Bronowicką !
Wybaczcie musiałam podzielić się bólem egzystencjalnym.
sobota, 29 września 2012
Czasami...
... jeszcze udaje mi się wziąć do ręki druty.
Czasami.
Choć czasu mało. Ostatnio moje... nasze życie krąży intensywnie dookoła innej dziedziny codzinności.
Pozostaje mi czekać na ostre mrozy i być może wtedy nadgonię moje dziane zaległości.
Tymczasem, częściej będzie można mnie spotkać TU
Mam nadzieję, że będziecie mnie nawiedzać pomimo braku nowości drucianych ;P . Ja w każdym razie patrzę na Was okiem wirtualnym.
Niech druty będą z Wami, dziergaczki.
P.S. Mam rozgrzebane 4 projekty, więc kto wie... może za miesiąc się i tu odezwę :)
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Odrobina luksusu
Takiego cacka w moim domu jeszcze nie było :)
I gdyby nie test Ogoniastego pewnie mój pierwszy Lace wylądowałby w szczelnym, próżniowym pojemniczku, zabezpieczony przez niechcianymi lokatorami i służyłby do patrzenia, miziania i ochania.
Co więcej mój pierwszy Lace mógłby nigdy moim się nie stać
Szczęśliwam
P.S. Po żmudnych poszukiwaniach dotarł do mnie nowy dziurkacz (-->>żmudnych bo nie pisałam, że zamówiony przeze mnie pierwszy dziurkacz nie dotarł z powodu braków magazynowych u sprzedającego, a później się okazało że nikt na Alle... nie posiada takiego wzoru. Poratował mnie pewien e-sklepik z okolic Krakowa kiedy to ściągnęłam ze stanu ostatnią sztukę) i mogłam zakończyć z powodzeniem moją misję "zaproszeniową". Państwo Młodzi zadowoleni, mój honor uratowany, a ja mogę się skupić na dzierganiu.
Idę testować :)
poniedziałek, 28 maja 2012
Rozpaczy !!!!
Obiecałam na piątek zaproszenia ślubne.
To i robię jak opętana.
Robię, dziurkuję, kleję, dziurkuję i jeszcze troszkę dziurkuję.
Podziurkowałam.
Czy komuś używającemu dziurkaczy ozdobnych się przydarzyło, żeby taki dziurkacz w części tnącej (-->>patrz metalowej -->> patrz jak zakładałam najbardziej wytrzymałej) owy dziurkacz pękną. Trachną. Zaniemógł. Odmówił współpracy w tak drastyczny sposób.
Zamówiłam nowy na Alle... no cóż zrobię. Ale żeby tak po prostu, zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic zafundować rozszczelnienie w momencie kiedy jest to niewskazane. Wręcz zabronione!
Faux pas. Oj wielkie faux pas.
Mąż jako zapalony od urodzenia majsterkowicz, w ramach akcji ratunkowej, rozebrał zdrajcę na części pierwsze, pooglądał zezwłoki, po czym zafundował częściom pierwszym dłuuugą podróż z "one way ticket" na wyspę Barycz.
Czekam.
Praca stoi.
Niemoc.
Dobranoc.
sobota, 28 kwietnia 2012
Coś jakgdyby...
... jestem, a jednak mnie nie ma... siedzę sobie godzinami na działce i oddaje się urokom wiosennej walki z chwastami, stawiania ogrodzenia, palenia patyczków i łamania łopat...
... dziergam, ale z marnymi efektami... koronkowy mnie przerósł, bom popełniła duży błąd nabierając oczka a podczas przymiarek naiwnie wierzyłam, że jakoś to będzie... nie jest... chyba będę musiała się Was poradzić co z tym fantem zrobić...
... produkuję, ale nie mam zdjęć... a jak będę miała to pokażę :)...
A na zupełnie poważnie szukając inspiracji letnich trafiam do Kim H. i wpadam po uszy w INDIGO
sobota, 24 marca 2012
Antydziane czasopochłaniacze
Mam taką starą, z czasów wczesnej młodości pasję.
Pasję pochłaniającą masowo czas.
Czas który w innych okolicznościach wypadałoby przeznaczyć na dzianie, włóczkowe spiskowanie, radosne dzielenie się z otoczeniem.
Pasja ów stara była nieszkodliwa dla włóczek jeszcze całkiem niedawno.
Niedawno znaczy do czasu kiedy ktoś nie podsunął jej pod mój nos w formacie bardzo dziś popularnym.
Ktoś czyli mąż. Tak! Zawsze mąż winien! Taka jego przypadłość.
W formacie bardzo dziś popularnym czyli formacie "e-".
Otóż kochani moi przedstawiam powód, dla którego piszę dziś nie o efektach dziergania. Wszak od miesiące efektu żadnego nie ma !!!
UWAGA! Cholera jedna jest zaraźliwa, rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Przed zastosowaniem należy skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą wszak skutki uboczne bywają nieobliczalne
Antydziany czasopochłaniacz
Niech moc będzie z Wami
Pasję pochłaniającą masowo czas.
Czas który w innych okolicznościach wypadałoby przeznaczyć na dzianie, włóczkowe spiskowanie, radosne dzielenie się z otoczeniem.
Pasja ów stara była nieszkodliwa dla włóczek jeszcze całkiem niedawno.
Niedawno znaczy do czasu kiedy ktoś nie podsunął jej pod mój nos w formacie bardzo dziś popularnym.
Ktoś czyli mąż. Tak! Zawsze mąż winien! Taka jego przypadłość.
W formacie bardzo dziś popularnym czyli formacie "e-".
Otóż kochani moi przedstawiam powód, dla którego piszę dziś nie o efektach dziergania. Wszak od miesiące efektu żadnego nie ma !!!
UWAGA! Cholera jedna jest zaraźliwa, rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Przed zastosowaniem należy skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą wszak skutki uboczne bywają nieobliczalne
Antydziany czasopochłaniacz
Niech moc będzie z Wami
sobota, 11 lutego 2012
O ja naiwna!!!
Nieszczęsna!!!
Cóż ja sobie myślałam biorąc do ręki projekt koronkowy !!!
Czyż sama nazwa nie wskazuje, że wymagane są podstawowe umiejętności KORONKOWE ?!?!?!
Sie zachciało, sie człek męczy.
A efekty takie pokraczne.
Przyjdzie nam wszystkim jeszcze trochę poczekać na efekt końcowy.
Chyba muszę sobie zafundować jakiś krótkoterminowy projekt-przerywnik dla oczyszczenia umysłu.
Cóż ja sobie myślałam biorąc do ręki projekt koronkowy !!!
Czyż sama nazwa nie wskazuje, że wymagane są podstawowe umiejętności KORONKOWE ?!?!?!
Sie zachciało, sie człek męczy.
A efekty takie pokraczne.
Przyjdzie nam wszystkim jeszcze trochę poczekać na efekt końcowy.
Chyba muszę sobie zafundować jakiś krótkoterminowy projekt-przerywnik dla oczyszczenia umysłu.
niedziela, 15 stycznia 2012
piątek, 13 stycznia 2012
Uprzejmie donoszę że:
1. u Yadis trwa wymiana poglądów w temacie "za ile sprzedać wypociny rąk własnych"
(co prawda nic nigdy nie sprzedałam, ale popieram w 100%)
2. ukończyłam jedną zeszłoroczną zaległość - o ile pogoda da, więcej szczegółów już jutro
3. coś kremowego zaczętego w grudniu przybrało na powrót postać kłębuszka :> i nie żałuję!
4. pojechałam dziś dla towarzystwa (czyt. bez planów zakupowych) do Ikei - przytargałam na nasze 30mkw trochę gratów w tym NOWY DOMEK DLA WŁÓCZEK (choć obstawiam, że domek okaże się być zbyt małym)
5. skoro już nie miałam przyrzeczeń noworocznych pt. nie kupię w tym roku włóczek do czasu wykończenia min. 50% zapasów, to wstąpiłam do fastrygi; no i się poszło bujać prawie 200zł :x
pędzę urządzić kłębuszkom parapetówę :D
(co prawda nic nigdy nie sprzedałam, ale popieram w 100%)
2. ukończyłam jedną zeszłoroczną zaległość - o ile pogoda da, więcej szczegółów już jutro
3. coś kremowego zaczętego w grudniu przybrało na powrót postać kłębuszka :> i nie żałuję!
4. pojechałam dziś dla towarzystwa (czyt. bez planów zakupowych) do Ikei - przytargałam na nasze 30mkw trochę gratów w tym NOWY DOMEK DLA WŁÓCZEK (choć obstawiam, że domek okaże się być zbyt małym)
5. skoro już nie miałam przyrzeczeń noworocznych pt. nie kupię w tym roku włóczek do czasu wykończenia min. 50% zapasów, to wstąpiłam do fastrygi; no i się poszło bujać prawie 200zł :x
pędzę urządzić kłębuszkom parapetówę :D
niedziela, 1 stycznia 2012
Co było, jest i będzie
Bardzo dziękuję za miłe słowa pod adresem ostatniego wariata i wszystkich innych wariatów też :)
Minął 2011. O ile prywatnie był on co najmniej dziwny i przywlókł do mojego życia dużo wahań i niezłą dawkę stresu, to dziewiarsko już lepiej. Wszak stres życia osobistego musiałam gdzieś odreagować. A gdzie się człowiek tak wyciszy jak nie na kanapie przy drutach. U mnie dziewiarsko było tak

Nie szczególnie efektownie jeżeli idzie o ilość, ale za to efektownie w kwestii edukacji. Ileż nowego na drutach mnie ten rok nauczył!
Liczę na to, że kolejny będzie równie edukacyjny.
Póki co wchodzę w 2012 z zaległościami w postaci:
- mężowskiego swetra, który czeka na guziki, oby się doczekał,
- rozgrzebaną szara bluzeczką w sam raz na lato, mam nadzieję że do lata skończę, albo spruję w cholerę,
- pewnym czymś czerwonym, co mi już dość długo leży i w zasadzie nie pamiętam dlaczego go nie skończyłam, muszę do niego zaglądać i sobie przypomnieć,
- parą skarpetek, przy czym jestem na wysokości i pięty pierwszej sztuki z pary
Na bieżąco i w planach:
- w ramach imprezy sylwestrowej zaczęłam wczoraj coś, nie wiem jeszcze co, ale myślę że będzie to można zakwalifikować go kardiganów,
- coś kremowego, zaczętego tydzień temu, ale już mi się nie podoba więc chyba nie będę w to brnęła,
- mąż czeka na kajaczki,
- bardzo bym chciała rozsądnie rozpisać Contiguous, żeby sobie zapewnić stabilność emocjonalną przy kolejnych projektach,
- a w mojej głowie tysiąc pomysłów na.... i zupełnie niezaplanowana wizyta na Ravelry, skąd spierniczałam prędko zauroczona efektami dziewiarskimi pewnej Małgosi, imienniczki mojej, echhhhhhh....
- wziąć się w garść i zacząć w końcu rozumieć knitting_by_english, żebym mogła aktywnie dołączyć do szczęśliwego grona Ravelry`ek i czerpać radość nie tylko wizualna z moich wizyt tam odbywających się :)
Tymczasem powracam do przerabiania czegoś kardiganowego.
Radosnego wieczoru!
Minął 2011. O ile prywatnie był on co najmniej dziwny i przywlókł do mojego życia dużo wahań i niezłą dawkę stresu, to dziewiarsko już lepiej. Wszak stres życia osobistego musiałam gdzieś odreagować. A gdzie się człowiek tak wyciszy jak nie na kanapie przy drutach. U mnie dziewiarsko było tak

Nie szczególnie efektownie jeżeli idzie o ilość, ale za to efektownie w kwestii edukacji. Ileż nowego na drutach mnie ten rok nauczył!
Liczę na to, że kolejny będzie równie edukacyjny.
Póki co wchodzę w 2012 z zaległościami w postaci:
- mężowskiego swetra, który czeka na guziki, oby się doczekał,
- rozgrzebaną szara bluzeczką w sam raz na lato, mam nadzieję że do lata skończę, albo spruję w cholerę,
- pewnym czymś czerwonym, co mi już dość długo leży i w zasadzie nie pamiętam dlaczego go nie skończyłam, muszę do niego zaglądać i sobie przypomnieć,
- parą skarpetek, przy czym jestem na wysokości i pięty pierwszej sztuki z pary
Na bieżąco i w planach:
- w ramach imprezy sylwestrowej zaczęłam wczoraj coś, nie wiem jeszcze co, ale myślę że będzie to można zakwalifikować go kardiganów,
- coś kremowego, zaczętego tydzień temu, ale już mi się nie podoba więc chyba nie będę w to brnęła,
- mąż czeka na kajaczki,
- bardzo bym chciała rozsądnie rozpisać Contiguous, żeby sobie zapewnić stabilność emocjonalną przy kolejnych projektach,
- a w mojej głowie tysiąc pomysłów na.... i zupełnie niezaplanowana wizyta na Ravelry, skąd spierniczałam prędko zauroczona efektami dziewiarskimi pewnej Małgosi, imienniczki mojej, echhhhhhh....
- wziąć się w garść i zacząć w końcu rozumieć knitting_by_english, żebym mogła aktywnie dołączyć do szczęśliwego grona Ravelry`ek i czerpać radość nie tylko wizualna z moich wizyt tam odbywających się :)
Tymczasem powracam do przerabiania czegoś kardiganowego.
Radosnego wieczoru!
sobota, 3 września 2011
Aktywny wypoczynek...
...czyli tygodniowy urlop na górskich szlakach i chce się żyć :)
Przywitało nas tak
później było tak
a na odjezdne już tylko tak :)
Po kilka godzin dziennie na szlaku, zajechane kolano a następnie kostka, przepyszny pstrąg z frytkami w ulubionej knajpce u Pana Zbyszka i mocno-grzejące kapcie na zimę w mojej szafie. Tak można odpoczywać :)
A żeby nie było totalnie nietematycznie, spotkaliśmy stado beczących swetrów :D
W ramach górolskiego pocucia humoru:
MY: kupujemy oszukane łoscypki z mleka krowiego od Pana mocno zaciągającego gwarą tubylczą
PAN ÓW: Co? Już do chałupy wracacie?
MY: Ano, dobre się skończyło.
PAN: No tak, dość skarania w gałązki i wycierania dupy rabarbarem...
Choć tyle, że PAN uczciwy. Wszak przyznał się do sprzedaży łoscypów podrabianych.
Nie można jednak powiedzieć tego (czyt. uczciwy) o innych sprzedających regionalne pamiątki.
Niezapomnianym przeżyciem jest bowiem obserwowanie starszej Pani-góralki, która prężenie sprzedaje pod Gubałówką "ręcznie robione", jedyne w swoim rodzaju góralskie obrusy. Jakże zaskakującym jest widok tej samej Pani-góralki, kupującej ów "rękodzielnicze" szmatki od innej innej Pani-hurtownika z samochodu na rejestracjach krakowskich kilka metrów dalej. Co więcej w podczas transakcji Pani-góralka (choć kto wie, może ją tylko udaje) rzecze do Pani-hurtownika: "Tylko wie Pani, co by się nie powtarzały, żeby każdy inny był..." I to wszystko na parkingu za stoiskami. Ale na parking naiwni turyści już nie zaglądają. Na szczęście dla handlujących.
Z tym jakże optymistycznym akcentem pozostawiam Was drodzy odwiedzający. Jedźcie w PL góry, biegajcie po szlakach (tylko błagam nie w japonkach). Ale nim kupicie pamiątkę regionalną, zastanówcie się dwa razy ile zarobi na Was producent (zapewne prosto z Chin) i hurtownik z Krakowa :)
W ramach "dziergam", na drutach kremowa włóczka. Co z nie będzie,nie wiem. Ale jest tego caaałe 20 cm :)
A teraz oddam się błogiej czynności jaką jest nadrabianie tygodniowych zaległości w sieci.
Doprzeczytania :)
Przywitało nas tak
później było tak
a na odjezdne już tylko tak :)
Po kilka godzin dziennie na szlaku, zajechane kolano a następnie kostka, przepyszny pstrąg z frytkami w ulubionej knajpce u Pana Zbyszka i mocno-grzejące kapcie na zimę w mojej szafie. Tak można odpoczywać :)
A żeby nie było totalnie nietematycznie, spotkaliśmy stado beczących swetrów :D
W ramach górolskiego pocucia humoru:
MY: kupujemy oszukane łoscypki z mleka krowiego od Pana mocno zaciągającego gwarą tubylczą
PAN ÓW: Co? Już do chałupy wracacie?
MY: Ano, dobre się skończyło.
PAN: No tak, dość skarania w gałązki i wycierania dupy rabarbarem...
Choć tyle, że PAN uczciwy. Wszak przyznał się do sprzedaży łoscypów podrabianych.
Nie można jednak powiedzieć tego (czyt. uczciwy) o innych sprzedających regionalne pamiątki.
Niezapomnianym przeżyciem jest bowiem obserwowanie starszej Pani-góralki, która prężenie sprzedaje pod Gubałówką "ręcznie robione", jedyne w swoim rodzaju góralskie obrusy. Jakże zaskakującym jest widok tej samej Pani-góralki, kupującej ów "rękodzielnicze" szmatki od innej innej Pani-hurtownika z samochodu na rejestracjach krakowskich kilka metrów dalej. Co więcej w podczas transakcji Pani-góralka (choć kto wie, może ją tylko udaje) rzecze do Pani-hurtownika: "Tylko wie Pani, co by się nie powtarzały, żeby każdy inny był..." I to wszystko na parkingu za stoiskami. Ale na parking naiwni turyści już nie zaglądają. Na szczęście dla handlujących.
Z tym jakże optymistycznym akcentem pozostawiam Was drodzy odwiedzający. Jedźcie w PL góry, biegajcie po szlakach (tylko błagam nie w japonkach). Ale nim kupicie pamiątkę regionalną, zastanówcie się dwa razy ile zarobi na Was producent (zapewne prosto z Chin) i hurtownik z Krakowa :)
W ramach "dziergam", na drutach kremowa włóczka. Co z nie będzie,nie wiem. Ale jest tego caaałe 20 cm :)
A teraz oddam się błogiej czynności jaką jest nadrabianie tygodniowych zaległości w sieci.
Doprzeczytania :)
czwartek, 23 czerwca 2011
Niezdrowa monotonia związkowa
I nie mowa tu o monotonności w małżeństwie. O nie.
To mój związek z drutami przechodzi ciężki etap. Wzmożony wysiłek intelektualny w pracy powoduje, że po pracy potrzebne mi zajęcie lekkie, odmóżdżające.
Toteż dziergam nieprzerwanie bez opamiętania... oczka prawe. Prawe tu, prawe tam. Żeby za dużo nie myśleć. Efekt? Każda kolej robótka nudna się staje nim znajdzie się na półmetku. To i zaczynam kolejną. Kolejną oczkami prawymi, bo przecież odmóżdżyć się muszę. I kolejna do kolekcji co mi się nudzi w połowie. I znowu chwytam za nowy kłębek... I tak w kółko.
Powyższe anomalie powodują, że:
Robótek napoczętych jest ci u mnie dostatek.
Robótek zakończonych ni huhu.
Żyłek wolnych zaczyna brakować, a kolejne zakupy niewskazane (kryzys wszak mamy -inflacja szaleje, trzeba oszczędzać, na drutach, żeby na włóczkę było).
Miejsca w naszym 30-to metrowym gniazdku coraz mniej.
I tak frustracja rośnie. Bo co to za przyjemność jak się człek narobi a efektów nie ma.
W ramach leczenia frustracji mej skakam po necie to tu, to tam, zaglądam na pocztę i co widzę?! O zgrozo! Radosna nowina prosto z Fastrygi, że dziś oto rozpoczyna się szalona wyprzedaż letnia. -20%! Jak tak można!
Czekam więc na kolejną przesyłkę...

Ponieważ szare toto powyżej jest najświeższe i też mi się znudziło wygrzebałam dziś z zasobów czerwoną moherową z częściowego odzysku. I mam na nią pomysł. I znowu będą prawe. Choć wskazane byłoby to jakoś urozmaicić :/
Czy są jakieś terapie dla szalonych, sfrustrowanych, znudzonych dziergoholików?! Czy ten kryzys da się wyleczyć ?! Help!
To mój związek z drutami przechodzi ciężki etap. Wzmożony wysiłek intelektualny w pracy powoduje, że po pracy potrzebne mi zajęcie lekkie, odmóżdżające.
Toteż dziergam nieprzerwanie bez opamiętania... oczka prawe. Prawe tu, prawe tam. Żeby za dużo nie myśleć. Efekt? Każda kolej robótka nudna się staje nim znajdzie się na półmetku. To i zaczynam kolejną. Kolejną oczkami prawymi, bo przecież odmóżdżyć się muszę. I kolejna do kolekcji co mi się nudzi w połowie. I znowu chwytam za nowy kłębek... I tak w kółko.
Powyższe anomalie powodują, że:
Robótek napoczętych jest ci u mnie dostatek.
Robótek zakończonych ni huhu.
Żyłek wolnych zaczyna brakować, a kolejne zakupy niewskazane (kryzys wszak mamy -inflacja szaleje, trzeba oszczędzać, na drutach, żeby na włóczkę było).
Miejsca w naszym 30-to metrowym gniazdku coraz mniej.
I tak frustracja rośnie. Bo co to za przyjemność jak się człek narobi a efektów nie ma.
W ramach leczenia frustracji mej skakam po necie to tu, to tam, zaglądam na pocztę i co widzę?! O zgrozo! Radosna nowina prosto z Fastrygi, że dziś oto rozpoczyna się szalona wyprzedaż letnia. -20%! Jak tak można!
Czekam więc na kolejną przesyłkę...
Ponieważ szare toto powyżej jest najświeższe i też mi się znudziło wygrzebałam dziś z zasobów czerwoną moherową z częściowego odzysku. I mam na nią pomysł. I znowu będą prawe. Choć wskazane byłoby to jakoś urozmaicić :/
Czy są jakieś terapie dla szalonych, sfrustrowanych, znudzonych dziergoholików?! Czy ten kryzys da się wyleczyć ?! Help!
środa, 6 kwietnia 2011
Tak sobie piszę i echhh...
Pracownia na Kaszubach, asi mam nadzieję, że moje wypociny są czytelne i na coś się przydadzą :)
Antosia, malaala, Antonina, Lucynka, Brahdelt, :* bardzo dziękuję za wsparcie medyczne. Od każdej z Was wzięłam sobie coś do serca. W ruch poszły wszelkie farmakologiczne smarowidła i uwaga... gęsi smalec! Nie łatwo go kupić, ale od czego ma się wszędobylską mamuśkę :) Do tego opaska ucikowa, odstawka druciana (oj nie było łatwo!!!) i od niedzieli jestem znów pełnowartościowa :) Wczoraj nawet zrobiłam kilkuminutowe podejście do drutów, dzisiaj planuję kilka minut dłużej i myślę, że będzie OK.
Przy okazji znowu mój organizm udowodnił, że jest włóczkowo uzależniony. Przeczesałam chyba dosłownie cały internet i co ja pięknych sweterków tam znalazłam, echh....
Jest jeszcze jedna rzecz. Nie chadzam w sukienkach/spódnicach i niczym innym co odsłania nogi. Ale na Ravelry natrafiłam na cacko, które nawet ja chciałabym mieć.
Dzielę się więc:


Projekt Miss Brooks by Sarah Wilson, do nabycia TU
Antosia, malaala, Antonina, Lucynka, Brahdelt, :* bardzo dziękuję za wsparcie medyczne. Od każdej z Was wzięłam sobie coś do serca. W ruch poszły wszelkie farmakologiczne smarowidła i uwaga... gęsi smalec! Nie łatwo go kupić, ale od czego ma się wszędobylską mamuśkę :) Do tego opaska ucikowa, odstawka druciana (oj nie było łatwo!!!) i od niedzieli jestem znów pełnowartościowa :) Wczoraj nawet zrobiłam kilkuminutowe podejście do drutów, dzisiaj planuję kilka minut dłużej i myślę, że będzie OK.
Przy okazji znowu mój organizm udowodnił, że jest włóczkowo uzależniony. Przeczesałam chyba dosłownie cały internet i co ja pięknych sweterków tam znalazłam, echh....
Jest jeszcze jedna rzecz. Nie chadzam w sukienkach/spódnicach i niczym innym co odsłania nogi. Ale na Ravelry natrafiłam na cacko, które nawet ja chciałabym mieć.
Dzielę się więc:


Projekt Miss Brooks by Sarah Wilson, do nabycia TU
środa, 30 marca 2011
Zaniemogłam
Żeby to grypa była czy inne wirusy. A ja zwyczajnie dziergać nie mogę. Nadgarstek odmawia posłuszeństwa. Wczoraj to był pikuś. Dziś mam kłopot z długotrwałym pisaniem, przytaszczeniem zakupów, nawet podpieraniem się pod brodę.
Chyba mężowy sweter mi zaszkodził. Tak się przykładałam, żeby ściśle było, żeby się nie rozwlekło... No to mosz Ci los...
A żeby nie było bezzdjęciowo, w ramach wiosna i święte jajca, oto jaka niespodzianka spotkała mnie w kuchni przy robieniu sałatki :)

Miłego wiosennego popołudnia
Chyba mężowy sweter mi zaszkodził. Tak się przykładałam, żeby ściśle było, żeby się nie rozwlekło... No to mosz Ci los...
A żeby nie było bezzdjęciowo, w ramach wiosna i święte jajca, oto jaka niespodzianka spotkała mnie w kuchni przy robieniu sałatki :)
Miłego wiosennego popołudnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)





