Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szlaku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szlaku. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 listopada 2011

Pierwsze przejawy zimy...

... i ostatnie słoneczne dni tej jesieni. Echhhh...
Babia Góra w Dzień Niepodległości






A że było tak zimno to musicie mi na słowo uwierzyć


PS: w kwestii drutowej-dziergam
Dzięki za pochwały radosnej twórczości :)

sobota, 3 września 2011

Aktywny wypoczynek...

...czyli tygodniowy urlop na górskich szlakach i chce się żyć :)
Przywitało nas tak


później było tak

a na odjezdne już tylko tak :)


Po kilka godzin dziennie na szlaku, zajechane kolano a następnie kostka, przepyszny pstrąg z frytkami w ulubionej knajpce u Pana Zbyszka i mocno-grzejące kapcie na zimę w mojej szafie. Tak można odpoczywać :)
A żeby nie było totalnie nietematycznie, spotkaliśmy stado beczących swetrów :D


W ramach górolskiego pocucia humoru:
MY: kupujemy oszukane łoscypki z mleka krowiego od Pana mocno zaciągającego gwarą tubylczą
PAN ÓW: Co? Już do chałupy wracacie?
MY: Ano, dobre się skończyło.
PAN: No tak, dość skarania w gałązki i wycierania dupy rabarbarem...
Choć tyle, że PAN uczciwy. Wszak przyznał się do sprzedaży łoscypów podrabianych.

Nie można jednak powiedzieć tego (czyt. uczciwy) o innych sprzedających regionalne pamiątki.
Niezapomnianym przeżyciem jest bowiem obserwowanie starszej Pani-góralki, która prężenie sprzedaje pod Gubałówką "ręcznie robione", jedyne w swoim rodzaju góralskie obrusy. Jakże zaskakującym jest widok tej samej Pani-góralki, kupującej ów "rękodzielnicze" szmatki od innej innej Pani-hurtownika z samochodu na rejestracjach krakowskich kilka metrów dalej. Co więcej w podczas transakcji Pani-góralka (choć kto wie, może ją tylko udaje) rzecze do Pani-hurtownika: "Tylko wie Pani, co by się nie powtarzały, żeby każdy inny był..." I to wszystko na parkingu za stoiskami. Ale na parking naiwni turyści już nie zaglądają. Na szczęście dla handlujących.
Z tym jakże optymistycznym akcentem pozostawiam Was drodzy odwiedzający. Jedźcie w PL góry, biegajcie po szlakach (tylko błagam nie w japonkach). Ale nim kupicie pamiątkę regionalną, zastanówcie się dwa razy ile zarobi na Was producent (zapewne prosto z Chin) i hurtownik z Krakowa :)

W ramach "dziergam", na drutach kremowa włóczka. Co z nie będzie,nie wiem. Ale jest tego caaałe 20 cm :)

A teraz oddam się błogiej czynności jaką jest nadrabianie tygodniowych zaległości w sieci.
Doprzeczytania :)

sobota, 26 marca 2011

Z zakwasami...

... ale takie zakwasy mogę mieć zawsze. Powód?


Do tego lekko przysmażone czółko z nosem, ubłocone po kolana spodnie i kolejne Obrazy Polskiego Piękna. Niezapomniane i bezcenne.


Plany zakupowe: potrzebne nam raki!

A żeby nie było, że nie pracowałam intensywnie, rozpoczęty sweter mężowy.

Ogólna koncepcja w głowie. Co z tego wyjdzie, się zobaczy.

I jeszcze jedna mała tajemnica. Zrobiłam Citrona :) Ale nie pokażę przed blokowaniem, bo jak się sknoci to wstyd będzie.

Dziękuję bardzo za miłe słowa pod adresem małego czarnego :)
iwona 150 instruktarz będzie, tylko chcę to jakoś mądrze rozplanować, bo kamerki brak w naszym domu, więc na zdjęciach muszę bazować.

PS: nie zapomnijcie przestawić zegarków. O zgrozo!!!

poniedziałek, 20 września 2010

To będzie długa historia...

... a wszystko to wina, urlopu i braku internetu :( Oj, dużo czasu zajęło nadrobienie zaległości w wirtualnym świecie.
Ale do rzeczy.
Się działo przez ten tydzień, przede wszystkim za sprawą paskudnej pogody, która w górach niestety, ale sprzyja jedynie turystyce Krupówkowej. A że tej nie znoszę, a w zasięgu mojej ręki - zupełnie niechcący - znalazły się akcesoria włóczkowe... Cóż trzeba sobie radzić ;)

Po pierwsze, rzut oka na uroki PL przyrody. Zamglony, mokry, zimny i wietrzny widok na Wrota Chałubińskiego z podejścia na Przełęcz Szpiglasową (skończyło się bólem gardła ale i tak nie żałuję)
Taka właśnie pogoda królowała kiedy my byliśmy na górze. Niech tylko człowiek zaczął schodzić ze szlaku, w momencie wychylało się słońce. Zupełnie jak by chciało powiedzieć: "Zabawimy się z chowanego...?" Bardzo zabawne :/
I że właśnie taka aura nas intensywnie nawiedzała, zmuszona byłam udać się w miejsca intensywnie uczęszczane przez brukowych turystów. Idę wiec sobie załamana ilością ludu na mojej drodze i co widzę? Co? Pani siedzi sobie na stołeczku i skarpety dzierga :D Od razu papa się uśmiechnęła. A co lepsze? Co? Pani wełnę sprzedaje. Tak więc wróciłam do domu z kilogramem surowej wełny owczej na jedyne 25 zł. No głupia bym była nie korzystając z okazji ;)
Ot, taki malusi moteczek (drugie zdjęcie z motkiem 50g). Gryzie franca jedna jak nie wiem, co. I nie wiem też co z niej zrobić. Pewnie skończy się na produkcji hurtowej skarpet na zimę dla całej rodziny. W tym miejscu muszę wyjaśnić, że nie potrafię (jeszcze) robić skarpet. No chyba, że cudowne narzędzie, internet, podsunie rozwiązanie mojego problemu. Jakiekolwiek ono nie będzie, się pochwalę. A co!
Kontynuując w kwestii brzydkiej pogody na wczasach.
Co się dzieje, kiedy połączymy ze sobą:
1. pół butelki pysznego, słodkiego wina :D
2. trochę wolnego czasu
3. brak pomysłu na jego wykorzystanie
4. dwa moteczki włóczki w różnych kolorach, ale idealnie do siebie pasujących?
A to się dzieje!
Zaczęłam jeszcze przed wyjazdem, ale tam na miejscu jeden dzień deszczowy doprowadził mnie do ukończenia odcinka pachy/dół.
Zostały do zrobienia rękawy. I w tym oto miejscu okazało się, że nie mam czym ich zrobić. Brak bowiem w moich zasobach drutów skarpetowych 3,0 mm. A że na moim osidlu brak pasmanterii dobrze zaopatrzonej, popędziłam dziś skoro świt w moje ulubione miejsce. Szmeteks osiedlowy. I tak oto mam... 4 komplety drutów (bo przecież na jednej parze poprzestać nie mogłam) za caaaaałe 4 zł oraz 5 motków włóczki różnokolorowej, zupełnie nie wiem po co, ale oprzeć sie nie mogłam, za caaaaaałe 7 zł
Teraz już mam czym robić moje rękawy :D
Musze tylko wybrać: kończyć sweterek czy zrobić mężowi obiad. Hmmm...

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Na grzyby...

... do lasu by się szło !!! Gdzież bym kiedy pomyślała, że będę pochłaniała własnoręcznie zebrane grzybki i to jakie wielkie.
Zresztą co ja się tu będę...













I jeszcze troszkę w kategorii przyroda piękna :)