Bardzo dziękuję za miłe słowa pod adresem ostatniego wariata i wszystkich innych wariatów też :)
Minął 2011. O ile prywatnie był on co najmniej dziwny i przywlókł do mojego życia dużo wahań i niezłą dawkę stresu, to dziewiarsko już lepiej. Wszak stres życia osobistego musiałam gdzieś odreagować. A gdzie się człowiek tak wyciszy jak nie na kanapie przy drutach. U mnie dziewiarsko było tak

Nie szczególnie efektownie jeżeli idzie o ilość, ale za to efektownie w kwestii edukacji. Ileż nowego na drutach mnie ten rok nauczył!
Liczę na to, że kolejny będzie równie edukacyjny.
Póki co wchodzę w 2012 z zaległościami w postaci:
- mężowskiego swetra, który czeka na guziki, oby się doczekał,
- rozgrzebaną szara bluzeczką w sam raz na lato, mam nadzieję że do lata skończę, albo spruję w cholerę,
- pewnym czymś czerwonym, co mi już dość długo leży i w zasadzie nie pamiętam dlaczego go nie skończyłam, muszę do niego zaglądać i sobie przypomnieć,
- parą skarpetek, przy czym jestem na wysokości i pięty pierwszej sztuki z pary
Na bieżąco i w planach:
- w ramach imprezy sylwestrowej zaczęłam wczoraj coś, nie wiem jeszcze co, ale myślę że będzie to można zakwalifikować go kardiganów,
- coś kremowego, zaczętego tydzień temu, ale już mi się nie podoba więc chyba nie będę w to brnęła,
- mąż czeka na kajaczki,
- bardzo bym chciała rozsądnie rozpisać Contiguous, żeby sobie zapewnić stabilność emocjonalną przy kolejnych projektach,
- a w mojej głowie tysiąc pomysłów na.... i zupełnie niezaplanowana wizyta na Ravelry, skąd spierniczałam prędko zauroczona efektami dziewiarskimi pewnej
Małgosi, imienniczki mojej, echhhhhhh....
- wziąć się w garść i zacząć w końcu rozumieć knitting_by_english, żebym mogła aktywnie dołączyć do szczęśliwego grona Ravelry`ek i czerpać radość nie tylko wizualna z moich wizyt tam odbywających się :)
Tymczasem powracam do przerabiania czegoś kardiganowego.
Radosnego wieczoru!