Translate

wtorek, 10 sierpnia 2010

Wiśnie, śliwki i inne...

Zmobilizowałam się w końcu i zrobiłam porządek w folderach foto. I tak porządkując znalazłam coś czego jeszcze tu nie było. Mianowicie moje pierwsze odręczne markery :) Może nie są one szczytem osiągnięć technologicznych i nie powiewają nadprzyrodzonymi zdolnościami twórczością, ale włóczka w końcu się nie czepia, marker się nie wplata i wszystko jest na swoim miejscu.
Tu śliweczki które zostały u mnie (swoja droga wielbię połączenie fioletu z zielenią lub miodkiem)














A tu wisienki, które pojechały na drugi koniec Krakowa do zarażonej dzierganiem Moniki :D















Mam jeszcze w zanadrzu całą masę kuleczek, kosteczek i szpileczek, które przyszły do mnie jakiś czas temu. I jestem zauroczona tym turkusem i jak je tylko zobaczyłam wiedziałam że muszę mieć. Choć by miały tylko leżakować. W sumie gdybym miała przebite uszy to zrobiłabym z nich kolczyki, ale że dziur w uszach brak, to kuleczki leżą w pudełeczku i czekają na swoją kolej :)



No i jeszcze to połączenie fioletu z miodem, o którym wspomniałam, coś z tego na pewno wyjdzie bo planuje wrzucić na druty kolejną włóczkę i może być markerów za mało. Na razie ot tylke ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz